Wyniki wyszukiwania dla słów: wiezieniu w Miedzyrzeczu

Mili panstwo!!

Dzis odbylem podroz SA105-101 z Gorzowa do Zbaszynka. Od Gorzowa do
Skwierzyny 120 osob (!!!!!!!!!) scisnietych jak sledzie w szynobusie!!! Od
Skwierzyny 47 osob. Od Miedzyrzecza 22 osoby. Jest dobrze?


Dobrze bo szynobus wiozący 50 osób generuje mniejsze straty niż Bipa wioząca
200 osób. Chodzi o to żeby te 150 osób odgonić do PKSu czy busów.

pozdrawiam
aron




A jestes pewien, ze Trzemeszno Lubuskie jest czynne ? Radzilbym sprawdzic.


Kolega, ktory to podawal to zaufany czlowiek - objezdza samochodem
wszystkie miejsca w Polsce, gdzie znajduja sie wieze wodne i oczywiscie
uwiecznia je. To jest naprawde ciekawe zajecie :)

A nie
bardzo chce mi sie wierzyc, ze ruch towarowy do tej stacji jest na tyle
duzy, by uzasadnic utrzymywanie posterunku.


W dodatku 4b jest pociag zdawczy TKM 8883 na 900 ton i predkosc max 60
km/h Miedzyrzecz 10:30, Trzemeszno Lubuskie 11:12/11:52, Wedrzyn
11:59/12:09, Sulecin 12:24/13:04, Osno Lubuskie 13:38. Kursuje
codziennie oporcz sobot i niedziel

Natomiast mam "pewniaka":
Szczecin Gumieńce


Juz dopisuje. Dzieki!





...

| co to sa posilki profilaktyczne? :-))))

Teraz są to różnego rodzaju konserwy mięsne i rybne . Kiedyś były
takie bony i za odpowiednią liczbę bonów można było pójść do takiego
sklepu przy lokomotywowni (w Lublinie nazywał się "Parowozik"
;-))) )
i tam wymienić je nie tylko na konserwy , ale też na jakiś ciepły
posiłek , wędlinę itp. (jak w normalnym sklepie lub barze) .

Nie wiem tylko czy tak było w całej Polsce , czy tylko w niektórych
lokomotywowniach .


Było lepiej.
W czasach kiedy kolej miała własne więzienia miała też stołówki
pracownicze. Całkiem pokaźna liczba osób korzystała z ich usług - nie
tylko kolejarzy. Jadałem w takiej stołówce w Międzyrzeczu - było tanio
jak w barze mlecznym, do wyboru jedna z dwóch zup i drugich dań (jak
jedne "wyszły" to wyboru już nie było). Jako niepracownik płaciłem ok.
20-30 % więcej (?). Jako że stołówki serwowały tylko obiad część
pracowników otrzymywała bony i realizowała je często w barach
przydworcowych ale to już inna historia.
BTW jeszcze lepiej karmili tramwajarze w Poznaniu,


"76,2 proc. osadzonych w aresztach i zakładach karnych w całym kraju zagłosowało na PO"

Przepraszam, było wyżej, ale warto powtarzać


Wyniki wyborów w Szpitalach psychiatrycznych:

Andrychów

PiS 51,3%
PO 28,2%
PSL 10,3%
LPR 5,1%
SO 5,1%

Gorlice

PiS 62,1%
PO 24,2%
PSL 7,6%
LiD 4,5%

Kraków - Babińskiego

PiS 46,5%
PO 32,4%
LiD 7,6%
PSL 5,4%

Lublin - Abramowice

PiS 37,1%
PO 34%
LiD 14,4%
PSL 9,3%

Lublin - Głuska 1

PiS 59,1%
PO 31,8%
LiD 4,5%
SO 4,5%

Międzyrzecz

PO 43,7%
LiD 23,4%
PiS 21,9%
PSL 7,2%

Morawica

PiS 30,6%
LiD 17,7%
PSL 14,5%
PO 14,5%
LPR 9,7%
SO 6,5%
PPP 6,5%

Olsztyn

PiS 28%
PO 24%
LiD 22%
PSL 8%
SO 8%
LPR 6%
PPP 4%

Pruszków - Tworki

PiS 35%
PO 34%
PSL 13,2%
LiD 9,4%

Radecznica

PiS 42,9%
PO 20,4%
PSL 14,3%
SO 12,2%
LiD 6,1%
LPR 4,1%

Stronie Śląskie

PiS 30,6%
LiD 22,2%
PO 19,4%
PSL 11,1%
SO 8,3%
PPP 5,6%

Świecie

LiD 38,5%
PiS 20,5%
PO 20,5%
LPR 12,8%
PSL 7,7%

Od razu mówię, że nie mam nic do pensjonariuszy ww zakładów i nie mam zamiaru wyciągać żadnych

wniosków z tych wyników. Chcę tylko unaocznić niektórym osobom jak głupie są argumenty

typu, "a wy to wygraliście w więzieniach".


Zatrzymany za faszystowskie flagi w oknach
Policja z Międzyrzecza (Lubuskie) zatrzymała pod zarzutem propagowania treści faszystowskich 26-latka, który wywiesił w oknie swojego pokoju flagi ze swastyką i żelaznym krzyżem - symbolami III Rzeszy.
Jak poinformowała rzeczniczka lubuskiej policji Agata Sałatka, zatrzymany pracował w Międzyrzeczu na budowie, jest zakwaterowany w ośrodku wypoczynkowym w Głębokiem niedaleko Międzyrzecza i to właśnie tam miał dopuścić się przestępstwa.

Jak wyjaśniła rzeczniczka, przedstawiono mu zarzut, gdyż wspomniane flagi wywiesił w oknach i były one widoczne dla osób postronnych, a tego zabrania prawo. - Za propagowanie treści faszystowskich Krzysztofowi D., mieszkańcowi Działdowa grozi do dwóch lat więzienia. Przed sądem będzie odpowiadał z wolnej stopy - dodała Sałatka.

Podczas przeszukania w pokoju D. policja znalazła także emblematy, koszulki z napisami o treściach faszystowskich oraz noże i metalowe kastety.


Za sierp i młot pewnie nic by mu nie zrobiono. W końcu moda na koszulki z sierpem i młotem , CCCP czy Che Guevarą to zupełnie co innego.
http://wiadomosci.onet.pl...knach,item.html

za WP

Zespół Avii wracał dwoma busami z meczu pierwszoligowej serii B z Międzyrzecza w województwie lubuskim. Bezpośrednio po sobotnim spotkaniu z Orłem Międzyrzecz, po zjedzeniu kolacji ekipa Avii udała się w drogę powrotną do Świdnika.

Kierowca volkswagena busa, wiozący w ulewnym deszczu sześciu zawodników, najprawdopodobniej chciał ominąć leżący na drodze konar drzewa, zjechał na lewą stronę jezdni wprost pod nadjeżdżającego litewskiego tira. Na miejscu zginęli: kierowca busa oraz trzech siatkarzy - Wojciech Trawczyński, Łukasz Jałoza i Jakub Zagaja. Trzej pozostali jadący tym busem zawodnicy zostali ranni i odwiezieni do szpitali w Lublinie. Dwóch jest w ciężkim stanie.

Wszyscy, którzy zginęli, do Avii przyszli przed rozpoczęciem tego sezonu: 25-letni Wojciech Trawczyński ze Skry Bełchatów, 19-letni Łukasz Jałoza, wychowanek Moderatora Hajnówka z MOS Wola Warszawa, i 22-letni Jakub Zagaja z AZS Opole.

Jeden z rannych siatkarzy znajduje się w szpitalu kilnicznym PSK nr 1 w Lublinie na oddziale chirurgii urazowej. "Ten sportowiec ma pourazowy obrzęk mózgu. Nastąpiła u niego także repozycja biodra. W tym momencie oceniam, że życiu jego nie zagraża niebezpieczeństwo" - powiedział kierownik kliniki chirurgii urazoej prof. dr hab. Jerzy Karski.

Inny z rannych siatkarzy z otwartym złamaniem uda przebywa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego.


to smutne i przykre,
niech spoczywają w spokoju

1

Wyniki wyborów w Szpitalach psychiatrycznych:

Andrychów

PiS 51,3%
PO 28,2%
PSL 10,3%
LPR 5,1%
SO 5,1%

Gorlice

PiS 62,1%
PO 24,2%
PSL 7,6%
LiD 4,5%

Kraków - Babińskiego

PiS 46,5%
PO 32,4%
LiD 7,6%
PSL 5,4%

Lublin - Abramowice

PiS 37,1%
PO 34%
LiD 14,4%
PSL 9,3%

Lublin - Głuska 1

PiS 59,1%
PO 31,8%
LiD 4,5%
SO 4,5%

Międzyrzecz

PO 43,7%
LiD 23,4%
PiS 21,9%
PSL 7,2%

Morawica

PiS 30,6%
LiD 17,7%
PSL 14,5%
PO 14,5%
LPR 9,7%
SO 6,5%
PPP 6,5%

Olsztyn

PiS 28%
PO 24%
LiD 22%
PSL 8%
SO 8%
LPR 6%
PPP 4%

Pruszków - Tworki

PiS 35%
PO 34%
PSL 13,2%
LiD 9,4%

Radecznica

PiS 42,9%
PO 20,4%
PSL 14,3%
SO 12,2%
LiD 6,1%
LPR 4,1%

Stronie Śląskie

PiS 30,6%
LiD 22,2%
PO 19,4%
PSL 11,1%
SO 8,3%
PPP 5,6%

Świecie

LiD 38,5%
PiS 20,5%
PO 20,5%
LPR 12,8%
PSL 7,7%

Od razu mówię, że nie mam nic do pensjonariuszy ww zakładów i nie mam zamiaru wyciągać żadnych wniosków z tych wyników. Chcę tylko unaocznić niektórym osobom jak głupie jest są argumenty typu, "a wy to wygraliście w więzieniach".

Byliśmy 2 tygodnie temu na bunkrach w Międzyrzeczu co pewno wszyscy wiedzą. Zanim wgram galerię z fotkami na serwer (co cholernie długo trwa ) prezentuje (a raczej Kłopot, bo on wykonał go) filmik z tego wypadu. Podziemia są tylko przez pierwsze kilka sekund (zresztą tak zbyt wiele ich nie widać), ale widać dobrze "zęby smoka", obiekt 724 przy który spaliśmy i wieżę na której spaliśmy. No i bonus mały Do zassania -> http://s003.wyslijto.pl/?file_id=93158486538181247256

Jedziesz do Gorzowa Wielkopolskiego. Stamtąd szynobusem do Miedzyrzecza. Tu wsiadasz w PKS (i to jest najlepsza metoda więc tylko o niej napiszę ) jadący do Kęszycy Leśnej (i wysiadasz w Kęszycy zwykłej) i pytasz kogoś z wioski gdzie jest wieża Zresztą, tu masz mapkę -> http://www.fortyfikacje.bunkrowiec.com/owb/ Wieża znajduje się koło 724. masz od razu mapę całego systemu. W linii prostej (nie licząc odnóg) ponad 30 kilometrów także jest co zwiedzać. Tylko, że teraz trwa wojna bunkrowców ze strażnikami rezerwatu nietoperzy, więc wejścia są zaspawywane lub murowane. Za rok to pewno już nie będziemy mieli którędy wejść

Trzech siatkarzy Avii Świdnik zginęło w wypadku, do którego doszło w niedzielę nad ranem między miejscowościami Pociecha i Bogucin niedaleko Lublina.

Zespół Avii wracał dwoma busami z meczu pierwszoligowej serii B z Międzyrzecza w województwie lubuskim. Bezpośrednio po sobotnim spotkaniu z Orłem Międzyrzecz, po zjedzeniu kolacji ekipa Avii udała się w drogę powrotną do Świdnika.

Kierowca volkswagena busa, wiozący w ulewnym deszczu sześciu zawodników, najprawdopodobniej chciał ominąć leżący na drodze konar drzewa, zjechał na lewą stronę jezdni wprost pod nadjeżdżającego litewskiego tira. Na miejscu zginęli: kierowca busa oraz trzech siatkarzy - Wojciech Trawczyński, Łukasz Jałoza i Jakub Zagaja. Trzej pozostali jadący tym busem zawodnicy zostali ranni i odwiezieni do szpitali w Lublinie. Dwóch jest w ciężkim stanie.

A to ci porobiło się. Cały Zarząd Urzędu Miasta pod "kluczem". Burmistrz na razie uniknął "zapuszkowania". Wykpił się kaucją, za 80 tys, pozwolono mu jeszcze pospać we własnym łóżeczku. Za zlecenia na prace, które nigdy nie były wykonane,"Temida" do nich dobrała się. Zlecenia opiewały na koszenie trawników, malowanie szkolnych korytarzy i innych "szemranych" zleceń.

Na tym nie koniec. Podobno sprawdzają Radnych, tych zaradnych, którzy mając wiedzę o przebiegu trasy "obwodnic" i drogi ekspresowej nr 3 - sobie, bliższej i dalszej rodzinie intratne działki załatwili.

Nie, nie, to nie o Gryfino chodzi. To też nie chodzi o naszego burmistrza.
Sprawa dotyczy Międzyrzecza. Telewizja Polsat ją nagłośniła. Można poczytać na www.interwencja.interia.pl
A u Nas cisza?

Można kisić się we własnym sosie i zajmować się tylko lokalnymi sprawami. A może by tak spróbować znaleźć ślady Babimostu gdzieś dalej za granicami Polski. Spróbujcie znależć takie babimojskie ślady i opiszcie je.

I żeby nie było, że sam nic nie szukam. Na początek coś odległego i w czasie /choć nie tak bardzo/ i w odległości. A oto zapis do którego się dogrzebałem: "Name, Anna Dorothea GALPACH. Birth, 1797, Bomst, Posen, Prussia1138. Immigration, 28 Oct 1846, ‘Heerjeebhoy Rustomjee Patel’ Age: 49" oraz "ROHRLACH, Johann Wilhelm, GALPACH, Anna Dorothea. b. 1793, Bomst, Posen, Prussia ch. im. 28 Oct 1846," są to dane pasażerów jednego z żaglowców który dopłynął do wybrzeży Australii wioząc tam imigrantów. I co wy na to. Babimojszczanie zdobywcy Australii

Pogrzebałem dalej i u Normana Davisa znalazłem taki fragment, który potwierdza to co przypadkowo znalazłem w internecie:

"Od 1840 roku z ziem polskich zaczęła napływać emigracja zarobkowa. Emigranci pochodzili przeważnie z zaboru pruskiego, dlatego często figurowali w statystykach jako Niemcy. Z pierwszą grupą, liczącą 1407 osób przybyło między innymi 488 osób ze Śląska i 269 z Poznańskiego, 77 pochodziło z powiatu Międzychód, a 192 osoby z Międzyrzecza i Babimostu na Ziemi Lubuskiej"

Wszystko zależy od tego, jacy ludzie pracują w jednostce... Jeśli są zainteresowani kultuwowaniem tradycji i zależy im na tworzeniu specyficznej "elitarności" swojego "grajdołka" - to święto jednostki ma całkiem przyjemny wygląd. Gorzej, gdy zżycia nie ma, a święto robi się na siłę.

Pamiętam Wędrzyn, gdy mocno jeszcze się trzymała "15" WBKPanc.
23 kwietnia każdego roku z całego kraju, a nawet z zagranicy, przybywali licznie kombatanci i byli żołnierze Brygady (z Londynu przybywała pani Irena Anders). Po mszy i uroczystym apelu były pokazy sprzętu, strzelanie z broni dla cywili, pokazy wyszkolenia (np. na COZ). Oczywiście kilkudziesięciu "pechowców" musiało takie PIKNIKI zabezpieczyć, więc dla nich był to normalny dzień pracy. Ale dowództwa batalionów starały się zorganizować w tym dniu spotkania integracyjne, zapraszały na nie "swoich" kombatantów (byłych żołnierzy, kawalerzystów). Powiem szczerze, miało to jakiś posmak dawnych imprez "kawaleryjskich" i wytwarzało ducha jedności w pododdziałach. Na pewno dużą zasługą było to, że przez kilka lat w jednostce pracowali ci sami ludzie, kórzy się znali i którzy nawiązali silne więzi współpracy z miłośnikami kawalerii z Poznania.
Niestety - szczęście odwróciło się od "15", bo została wchłonięta przez 17 BZ z Międzyrzecza. Ludzi - swoiste fundamenty "tradycji" - decyzje kadrowe rozrzuciły po Polsce i ... o tradycjach wielkopolskich kawalerzystów coraz mniej słychać... A szkoda!

piątek 23 stycznia 2009
PIOSENNIK POWSTANIA STYCZNIOWEGO
w 146 rocznicę
pamiętnej
styczniowej nocy
1863 roku

wieczór dedykowany Pamięci
Przyjaciela i Dobrodzieja Naszego
JANUSZA KOTARBY
we dworze w Chudobczycach tuż pod Pniewami
w piątek 23 stycznia o godz. 19.00
śpiewa Jacek Kowalski z gitarą i publicznością;
będzie kawa i herbata,
będą śpiewniki,
a jak kto przywiezie to i wino oraz ciasto
i Pan Tadeusz Osyra, który nas oprowadzi
po nowym miejscu swej działalności
a gospodarzem będzie
Stowarzyszenie Integracyjne Wspólnoty Barka
Wstęp wolny i wskazany,
adres dokładny:
Chudobczyce 27,
gmina Kwilcz,
powiat międzyrzecki

sobota 24 stycznia 2009
KOLĘDOWANIE STAROPOLSKIE
W FARZE POZNAŃSKIEJ

A konkretnie w sali parafialnej w krużgankach (wejście pod wieżą - przy
zbiegu ulic Gołębiej i Klasztornej, dalej przez krużganki i na I piętro)
w sobotę 24 stycznia
Msza święta o godzinie 19.00
Kolędowanie o godzinie 20.00
Biesiadowanie przy grzańcu o godzinie 21.00
grają i spiewają:
JK, zespół Monogramista JK i publiczność
Organizatorem jest Towarzystwo Przyjaciół Poznańskiej Fary
uwaga: ŚPIEWNIKI BĘDĄ

JK

piątek 23 stycznia 2009
PIOSENNIK POWSTANIA STYCZNIOWEGO
w 146 rocznicę

pamiętnej
styczniowej nocy
1863 roku

wieczór dedykowany Pamięci
Przyjaciela i Dobrodzieja Naszego
JANUSZA KOTARBY
we dworze w Chudobczycach tuż pod Pniewami

w piątek 23 stycznia o godz. 19.00
śpiewa Jacek Kowalski z gitarą i publicznością;

będzie kawa i herbata,
będą śpiewniki,
a jak kto przywiezie – to i wino oraz ciasto
i Pan Tadeusz Osyra, który nas oprowadzi
po nowym miejscu swej działalności
a gospodarzem będzie
Stowarzyszenie Integracyjne Wspólnoty Barka

Wstęp wolny i wskazany,

adres dokładny:
Chudobczyce 27,
gmina Kwilcz,
powiat międzyrzecki

-----------------
sobota 24 stycznia 2009
KOLĘDOWANIE STAROPOLSKIE
W FARZE POZNAŃSKIEJ

A konkretnie w sali parafialnej w krużgankach (wejście pod wieżą - przy zbiegu ulic Gołębiej i Klasztornej, dalej przez krużganki i na I piętro)
w sobotę 24 stycznia
Msza święta o godzinie 19.00
Kolędowanie o godzinie 20.00
Biesiadowanie przy grzańcu o godzinie 21.00
grają i spiewają:

JK, zespół Monogramista JK i publiczność
Organizatorem jest Towarzystwo Przyjaciół Poznańskiej Fary
uwaga: ŚPIEWNIKI BĘDĄ

| Do Nietoperka bez problemu (niejedna linia chciałby być w takim stanie),
| z drugiej strony (od Toporowa) byłby możliwy dojazd do Sieniawy (? -
| widziane fragmentarycznie zimą, a wtedy wszystko lepiej się prezentuje),
| najgorzej między Sieniawą a Jordanowem - całkiem spore zalesienie, być
| może ubytki.

Jak duże ubytki i drzewa?


Cytuję (zapewne zawinie) część raportu Remika z dnia 22 Paź 2000:
http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/297f...

Sam sobie dopowiedz co jest teraz:

Ruszam ze Staropola o 13:41. Toru na stacji prawie nie widać - trawa. I
tak:

km
22,2 - ostani rozjazd w Staropolu na wyjezdzie na Goscikowo. Podklady
mieszane - metalowe i drewniane.
22,1 - paskudnie zagiety podklad metalowy zachodzacy nad glowke szyny
(nie udalo mi sie odgiac)

...

21,2 - zasypany przejazd, pokazne sosenki miedzy tokami szyn
20,9 - pierwszy ubytek w torze - wyspawane obie szyny na odcinku 9m
20,2 - kolejny zasypany przejazd
19,5-19,3 - BUSZ - tunel z drzew i chaszczy
18,8 - drugi ubytek w torze - wyspawano 48m prawej i 60m lewej szyny
18,6 - trzeci ubytek w torze - wyspawano 13m prawej i 22m lewej szyny
16,4 - brak kilkunastu podkladow (wyjete)
16,2 - czwarty ubytek w torze - wyspawano 12m prawej szyny

Ostatni luk, widac juz wieze wodna i pieeeekny kosciol w Goscikowie
(wyobrazilem sobie tu Ok1 - mmmm!).
15,5 - Goscikowo stacja

Tu czeka Pawel. Robimy jeszcze pare zdjec, dochodzi Rafalek i lecimy do
Miedzyrzecza.

A Rafalek relacjonuje przebyty odcinek Nietoperek - Goscikowo:

km
6,2 - poczatek starego toru (dotad sa S60 na SB3), brak kozla oporowego,
metalowe podklady.
... (wjazd do Kalawy) - zaasfaltowany przejazd
Kalawa
od km 11,5 - paskudnie sprochniale drewniane podklady
13,2 - wypalony co trzeci podklad na odcinku okolo 500m

Inspekcja była zdaje się przed imprezą parowozem po okolicznych liniach -
nie pamiętam czy w końcu wjechali do Sieniawy od strony Toporowa czy nie,
Sieniawa-Nietoperek na pewno _nie_ przejechali.

Mick M.



[...]

Byly juz tematy:
1. Drugi dworzec we Wrocku pod tym pierwszym.


Podobno nawet z niego wode odpompowywali, ale się nie udało...
Na 100% jest coś pod peronami - w końcu są (do dziś używane) windy
towarowe i poczta jeździ - co jest głębiej może wiedzieć administracja
dworca - obiły mi się o uszy wjazdy w rejonie Brochowa i Starachowic...

5) Gory Sowie z zamurowanym gdzies w zboczu pociagiem - ciekawe co
przewozil?


Pociąg wiozący gazy bojowe (i wg. niektórych relacji Złoto Wrocławia)
miałby z lini Świebodzice-Wałbrzych wjechać do tunelu porowadzącego do
podziemi zamku Książ.
Była książeczka (Lamparskiej? Na pewno jakiś dziennikarzy z Dolnego
Śląska) z opisaną relacją gościa, który poszukiwał wylotu tunelu -
podany był kilometr na którym miała by się odgałęziać rzekoma linia,
przytaczane były relacje byłych więźniów pracujących przy budowie
podziemi. Podobno po wojnie miejsce odgałęzienia toru się rzucało w oczy
  - porzerzenie wąwozu, podsypka pod zwrotnicę i ostry zakręt  (tor do
tunelu miał rzekomo iść po stycznej do szlaku), świeży obryw (potem
porośnięty młodym lasem)...
Książeczka zwała się bodaj "Złoto Wrocławia"

O dworcu pod zamkiem Książ było też w książce "Tajemnice Zamki
Podziemia"(tu autora jestem pewien - Lamparska)

O jakich miejsca w Polsce kraza takie kolejowe legendy?


Słyszałem o zjeździe lini normalnotorowej do podziemi MRU
(Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego) Część z podziemną bocznicą miała by
  być wykorzystywana przez bazę Armii Czerwonej (???), później jakoby
miała stanowić magazyny Hartwiga (to z opowiadań przewodnika).

W okolicy szeroka miedza miała by być bocznicą wykorzystywaną przy
budownie bunkrów... (nie pomniu nazwy miejscowości :( W okolicy kopano
węgiel brunatny, a parowozy (w lecie '90) ciągnące składy towarowe z
węglem przejeżdżały przez Łagów Lubuski - ruch osobowy miał być
wstrzymany po osunięciu się nasypu pod przejeżdżającym pociągiem osobowym).

Gdy tam byłem miałem 10 lat, więc relacja może być (i pewnie jest)
trochę zniekształcona przez czas...

Pozdrawiam
Wojtek



Ruszam ze Staropola o 13:41. Toru na stacji prawie nie widac - trawa. I
tak:

km
22,2 - ostani rozjazd w Staropolu na wyjezdzie na Goscikowo. Podklady
mieszane - metalowe i drewniane.
22,1 - paskudnie zagiety podklad metalowy zachodzacy nad glowke szyny
(nie udalo mi sie odgiac)

Tu sie ludzilem, ze zobacze tzw. zeby smoka - zapory przeciwczolgowe
rozciagajace sie na pasie prawie 30km (teren ten zajmuje w wiekszosci
Miedzyrzecki Rejonem Umocniony - zespol wojskowych budowli (panzerwerki,
bunkry). Bylem tam kiedys na wycieczce - cos niesamowitego. Podziemne
korytarze o lacznej dlugosci ponad 300 kilometrow, posrodku kolejka
waskotorwa z pozostalosciami po trakcji elektrycznej, pokoje, cele -
podziemne miasto na glebokosci okolo 50 metrow. Ale z torow nie bylo
widac nic, bo akurat byl gesty las.


A widziales betonowe zapory na torze? Zeby smoka sa w lesie -- trzeba
zejsc z nasypu, na ktorym poprowadzony jest tor.

Przesadzasz z tymi 300 kilometrami -- korytarzy, ktore obecnie da sie
obejsc jest okolo 41 km. Byc moze jest wiecej, ale nie sa dostepne
(zamurowane/zasypane/zalane). Jesli chodzi o trakcje elektryczna to byly
to lokomotywy akumulatorowe.

21,2 - zasypany przejazd, pokazne sosenki miedzy tokami szyn
20,9 - pierwszy ubytek w torze - wyspawane obie szyny na odcinku 9m
20,2 - kolejny zasypany przejazd
19,5-19,3 - BUSZ - tunel z drzew i chaszczy
18,8 - drugi ubytek w torze - wyspawano 48m prawej i 60m lewej szyny
18,6 - trzeci ubytek w torze - wyspawano 13m prawej i 22m lewej szyny
16,4 - brak kilkunastu podkladow (wyjete)
16,2 - czwarty ubytek w torze - wyspawano 12m prawej szyny

Ostatni luk, widac juz wieze wodna i pieeeekny kosciol w Goscikowie
(wyobrazilem sobie tu Ok1 - mmmm!).
15,5 - Goscikowo stacja


Szkoda, ze sa ubytki... Zlomiarze dzialaja wszedzie :-(((((((((((

Pablo.


Lista ze wszystkimi stacjami Ery (miejscowosci i CID-y nadajnikow)
, ktora obiecywalem juz w maju 2000 jest juz niemal gotowa - stan na
31.12.2000.Jeszcze w styczniu powinna byc dostepna na pewnej stronie www.
Czekam na atrakcyjne oferty....:-)


Znaczy z aktywacja przez 0-700 8xxxxx? :-P

*DAWNE POZNAŃSKIE:
*Poznań - 13 nowych nadajników,w tym 7 dual'nych (niestety brak danych o
ich lokalizacjach...:-( )


Podeslac na priva ? :-)

*Tarnowo Podgórne


Tak naprawde Swadzim, maszt Idei, zreszta dowiesil sie tez Plus.

*Pamiątkowo (trasa kolejowa Poznań-Szamotuły)


Zaraz tam trasa kolejowa, stoi we wsi na niewielkim wzniesieniu ;-)

*Pniewy


Czterosektorowiec ;-)

*Oborniki - nadajnik 900/1800


Tego nie wiedzialem :-O

*Chrzypsko Wielkie (ok.10km na wsch. od Sierakowa)


Bardzo potrzebny!!!!!

*Przeźmierowo


Tak naprawde 200 m przed granica, ale jeszcze w Poznaniu. Wieza Idei.

*Koziegłowy


Jakies CIDy mam namierzone, ale wiesz gdzie dokladnie?

*DAWNE GORZOWSKIE:
*Pszczew (ok.15 km na wsch.od Międzyrzecza)


Wlasny maszt, byla przedtem dziura.

*DAWNE PILSKIE:
*Miały (ok.10 km na płd.od Wielenia)


Jasny gwint, Szumek, ten hula od ponad roku!

*Wieleń


Zmiana temp na wlasny maszt.

*Wronki - nadajnik 900/1800


Dual we Wronkach? Swiat sie konczy ;-)

*Trzcianka


Any details?

*DAWNE KALISKIE:
*Jarocin - nadajnik 900/1800


Znowu ciekawostka ;-)

Usunięto następujące nadajniki:
*Poznań - Makro Cash&Carry


To chyba niedawno, przed Swietami jeszcze byl ;-)
Inna rzecz, ze nie jest juz specjalnie potrzebny.

*Pniewy


Maszt ALP, wisial do spolki z Plusem.

*Poznań - 14 mikro-nadajników z terenów Targów Poznańskich


Fakt, zniknelo sporo CIDow Ery.

****
Pozdrawiam
"Sławomir Tobis" <slawomir 'at' tobis.pl


Za - http://pl.wikipedia.org/w...owna_%22Roon%22

Panzerwerk 817 - Grupa warowna "Roon" (Werkgruppe "Roon") - to niemiecka fortyfikacja, element odcinka północnego Frontu Ufortyfikowanego Łuku Odry-Warty (Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego).

Panzerwerk 817 został zbudowany w latach 1936-1937 na przesmyku pomiędzy jeziorami Lipawki i Cisie. Wzniesiony został jako obiekt rozproszony o standardzie odporności "B" (1,5 m żelbetu, 250 mm grubości pancerzy). Składał się z głównego, dwukondygnacyjnego schronu połączonego krótkimi tunelami z dwiema odosobnionymi wieżami (małymi schronami z kopułami bojowymi). W 1939 roku otrzymał nazwę "Roon" na cześć niemieckiego feldmarszałka i polityka Albrechta von Roona i status grupy warownej (Werkgruppe), chociaż stanowił jeden, rozproszony obiekt. Niedaleko, na sąsiednim przesmyku zbudowano w tym samym czasie bardzo podobny obiekt, Panzerwerk 814 oznaczony jako Grupa warowna "Moltke".

Panzerwerk 817 oraz Pz.W. 814 ("Moltke") były największymi obiektami fortecznymi zbudowanymi przez Niemców w ramach umocnień Łuku Odry-Warty. Główne uzbrojenie stanowiły karabiny maszynowe w łącznej liczbie 8:

4 w 2 kopułach sześciostrzelnicowych typu 20P7;
3 w 3 kopułach trzystrzelnicowych typu 2P7, z których 2 znajdowały się w odosobnionych wieżach;
1 za płytą pancerną typu 7P7, osłaniający wejście i tył schronu.
Pozostałe wyposażenie bojowe schronu stanowił granatnik typu M19 ukryty pod stropem w kopule typu 34P8 oraz służąca do obserwacji kopuła 52P8.

Na górnej kondygnacji głównego obiektu mieściły się wejścia oraz pomieszczenia bezpośrednio związane z walką. Na dolnej zgodnie z zasadami niemieckiej fortyfikacji zaplecze bytowe dla załogi oraz zejścia do tuneli, prowadzących do wież odosobnionych. Mimo swoich niewielkich rozmiarów, Panzerwerk 817 stanowił bardzo silne umocnienie. Rozproszenie środków ogniowych przez zastosowanie wież odosobnionych dawało nie tylko większe bezpieczeństwo, ale również znacznie lepsze pokrycie otoczenia ogniem i utrudniało prowadzenie ognia do obiektu z bliskiej odległości. Siłą ognia maszynowego Pz.W. przewyższał większość schronów o standardzie "B" (B-Werków) budowanych przez Niemców w tym okresie.

W odróżnieniu od budowanych w późniejszych latach B-Werków Pz.W. 817 nie posiadał możliwości uzupełnienia o stanowisko armaty przeciwpancernej umieszczonej w wieży lub kazamacie.

Po wojnie schrony grupy "Roon" zostały wysadzone w powietrze i pozbawione elementów pancernych.

Za - http://pl.wikipedia.org/w...na_%22Moltke%22

Panzerwerk 814 - Grupa warowna "Moltke" (Werkgruppe "Moltke") - to niemieckie umocnienie, stanowiące element odcinka północnego Frontu Ufortyfikowanego Łuku Odry-Warty (Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego).

Panzerwerk 814 został zbudowany w latach 1936-1937 na przesmyku pomiędzy jeziorami Cisie i Chycina. Stanowił przykład obiektu rozproszonego o standardzie odporności "B". Składał się z zasadniczego, dwukondygnacyjnego schronu połączonego tunelami o długości ok. 30 m z dwiema odosobnionymi wieżami (małymi schronami z kopułami bojowymi). W 1939 roku otrzymał nazwę "Moltke" na cześć pruskiego feldmarszałka Helmutha von Moltke i status grupy warownej (Werkgruppe), chociaż stanowił jeden, rozproszony obiekt.

Panzerwerk 814 oraz niedaleki Pz.W. 817 ("Roon") były największymi obiektami fortecznymi zbudowanymi przez Niemców w ramach umocnień Łuku Odry-Warty. Główne uzbrojenie stanowiły karabiny maszynowe w łącznej liczbie 8:

4 w 2 kopułach sześciostrzelnicowych typu 20P7;
3 w 3 kopułach trzystrzelnicowych typu 2P7, z których 2 znajdowały się w odosobnionych wieżach;
1 za płytą pancerną typu 7P7, osłaniający wejście i tył schronu.
Pozostałe wyposażenie bojowe schronu stanowił granatnik typu M19 ukryty pod stropem w kopule typu 34P8 oraz służąca do obserwacji kopuła 52P8.

Na górnej kondygnacji głównego obiektu mieściły się wejścia oraz pomieszczenia bezpośrednio związane z walką. Na dolnej - zaplecze bytowe dla załogi i zejścia do tuneli, prowadzących do wież odosobnionych. Mimo względnie niewielkiej kubatury, Panzerwerk 814 stanowił wraz z odosobnionymi wieżami bardzo silny punkt oporu, przewyższając typowe dla centralnego odcinka linii schrony, posiadające 5 karabinów maszynowych.

Prawdopodobnie schron mógł być połączony z większym obiektem o standardzie "A1". Schron ten nigdy nie został zrealizowany. W przeciwieństwie do wielu innych niemieckich schronów o standardzie "B" (B-Werków) nie posiadał możliwości uzupełnienia o wieżę lub kazamatę z armatą przeciwpancerną. Spowodowane to było zapewne uznaniem terenu za niedogodny dla użycia broni pancernej.

Po wojnie schrony grupy "Moltke" zostały wysadzone w powietrze i pozbawione elementów pancernych.

1

Tydzień po osiągnięciu gotowości bojowej w Afganistanie do kraju odesłanych zostanie 6 polskich żołnierzy. Dwóch z nich nie chciało wykonywać rozkazów i nakłaniało do tego innych. Pozostali wracają oficjalnie na własną prośbę - informuje RMF FM.
Według informacji RMF FM dwaj podoficerowie nie chcieli opuszczać bazy i namawiali innych, by odmawiali wyjazdów na patrole. Powodem miało być słabe opancerzenie samochodów Humvee gorsze niż pojazdów używanych przez siły amerykańskie. Do tego buntu doszło w Sharana w prowincji Paktika.

Pułkownik Edward Jaroszuk potwierdza – żandarmeria zajmuje się sprawą na rozkaz dowódcy kontyngentu: W zakresie niesubordynacji żołnierzy. To wyjaśnia żandarmeria. Nie wiem ilu ich było. Wiem tylko, że stosowne pismo dowódca złożył do wydziału żandarmerii w Afganistanie.REKLAMA Czytaj dalej

Jarosław Rybak, rzecznik resortu obrony potwierdza, że minister zdecydował o wysłaniu żołnierzy do kraju, nawet tych, którzy ulegli namowom, a potem przekonywali, że była to tylko chwila słabości.

Za niesubordynację, niewykonanie rozkazu, podżeganie do nieposłuszeństwa może grozić nawet do trzech lat więzienia.

W Afganistanie służbę pełni obecnie ok. 1200 polskich żołnierzy m.in. z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej, 17. Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego, 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca, 1. Pomorskiej Brygady Logistycznej, grupy ds. Współpracy Cywilno-Wojskowej (CIMIC), Centralnej Grupy Działań Psychologicznych i Żandarmerii Wojskowej.

Żołnierze stacjonują w kilku bazach, m.in. w Gardez, Sharanie, Wazi Khwa, Ghazni i Kabulu. Do ich zadań należy m.in. wzmacnianie sił państw sojuszniczych w zakresie konwojowania, obrony i ochrony obiektów oraz zabezpieczenia logistycznego, rozpoznanie terenu i obiektów, rozminowywanie terenu i szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa.

[ Dodano: 21-06-2007, 16:41 ]

RMF: "bunt" w polskiej jednostce w Afganistanie
Polscy żołnierze w Afganistanie
AFP

Tydzień po osiągnięciu gotowości bojowej w Afganistanie do kraju odesłanych zostanie 6 polskich żołnierzy. Dwóch z nich nie chciało wykonywać rozkazów i nakłaniało do tego innych. Pozostali wracają oficjalnie na własną prośbę - informuje RMF FM.
Według informacji RMF FM dwaj podoficerowie nie chcieli opuszczać bazy i namawiali innych, by odmawiali wyjazdów na patrole. Powodem miało być słabe opancerzenie samochodów Humvee gorsze niż pojazdów używanych przez siły amerykańskie. Do tego buntu doszło w Sharana w prowincji Paktika.

Pułkownik Edward Jaroszuk potwierdza – żandarmeria zajmuje się sprawą na rozkaz dowódcy kontyngentu: W zakresie niesubordynacji żołnierzy. To wyjaśnia żandarmeria. Nie wiem ilu ich było. Wiem tylko, że stosowne pismo dowódca złożył do wydziału żandarmerii w Afganistanie. Jarosław Rybak, rzecznik resortu obrony potwierdza, że minister zdecydował o wysłaniu żołnierzy do kraju, nawet tych, którzy ulegli namowom, a potem przekonywali, że była to tylko chwila słabości.

Za niesubordynację, niewykonanie rozkazu, podżeganie do nieposłuszeństwa może grozić nawet do trzech lat więzienia.

W Afganistanie służbę pełni obecnie ok. 1200 polskich żołnierzy m.in. z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej, 17. Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego, 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca, 1. Pomorskiej Brygady Logistycznej, grupy ds. Współpracy Cywilno-Wojskowej (CIMIC), Centralnej Grupy Działań Psychologicznych i Żandarmerii Wojskowej.

Żołnierze stacjonują w kilku bazach, m.in. w Gardez, Sharanie, Wazi Khwa, Ghazni i Kabulu. Do ich zadań należy m.in. wzmacnianie sił państw sojuszniczych w zakresie konwojowania, obrony i ochrony obiektów oraz zabezpieczenia logistycznego, rozpoznanie terenu i obiektów, rozminowywanie terenu i szkolenie afgańskich sił bezpieczeństwa.

1. HISTORYCZNY WYJAZD BYL NA MECZ DO MORZA SZCZECIN.REKORDOWY WYJAZD BYLO NAS 50( I OKOLO 30 PIKNIKOW).PRZED HALA CZEKALI NA NAS KIBICE POGONI.DOSZLO DO PARU EKCESÓW.NA HALI TAKZE NIE OBCHODZI SIE BEZ WYBRYKOW.ALE ZA TO Z KLUBEM KIBICA MORZA NAWIAZALISMY PRZYJAZDNE STOSUNKI.NAWET BYLA OPCJA ZEBY PRZYJEZDZALI DO NAS NA MECZE(JAK ROZPADL SIE ICH KLUB).MECZ 3-0.Z POWROTEM ESKORTA POLICJI DO SAMEGO KONCA SZCZECINA.
2.PILA-NA MECZU NAS OKOLO 25.OCZYWISCIE JESTESMY GORA NAD KIBICAMI W PILE(ICH 5).ZNOWU PORAZKA 3-1.ALE TO BYL PRZELOMOWY MECZ NA KTORYM KAZDY Z NAS NIE ZALOWAL GARDEL.TRZEBA WSPAMNIEC O WSPOLNYCH FOTKACH Z KASIA SKOWRONSKA.
3.BYDGOSZCZ-JEDZIEMY BUSEM 14-OSOBYWM ALE NAS SIE ZMIESCILO 16 I 3 BEBNY.NAJLEPSZY WYJAZD POD WZGLEDEM ZABAWY.KIBICOW Z BYDGOSZCZY 300 W TYM SAMI PIKNIKOWCE(PODOBNO PO NASZYM PRZYJEZDZIE ZALOZYLI KK).DROGA POWROTNA BARDZO CIEKAWA.KIEDY PRZEJEZDZALISMY PRZEZ MOST Z NAPISEM WISLA WIEDZIALEM ZE COS NIE GRA.ALE KIEROWCA MADRZEJSZY WIEC JECHALISMY DALEJ.NO I NAGLE TABLICZKA TORUN-50.W KONCU SIE OPAMIETAL I SIE ZATRZYMAL I ZAPYTAL SIE O DROGE POLICJI.NO ONI JAK ZWYKLE NIE WIEDZIELI GDZIE JEST GORZÓW WIEC POWIEDZIELI ZE MAMY JECHAC NA BYDGOSZCZ Z POWROTEM.NO I TAK W KULKO.POWROT O 2 RANO A PALNOWANY BYL NA 23.
4.MIEDZYRZECZ-TO BYLO TO WRESZCIE ZWYCIESTWO I TO 3-0.NAS OKOLO 30.W CZASIE MECZU RZUCAMY 30 SERPENTYN I WYMACHUJEMY 26 BALONAMI W BARWACH KLUBOWYCH.PO MECZU JAKAS BABKA MOWI ZE SKONCZYMY JAK NASZ PREZYDENT(JEST W TEJ CHWILI W WIEZIENIU)A MY JA WYZYWAMY I JEDZIEMY DO DOMU.
5.PILA-ZNOW TA WIOCHA NAS OKOLO 25.JEST TO 1 MECZ NA KTORYM POWROCILISMY DO NAZWY "STILON".JEST PO PROSTU SUPER ZABAWA.WSZYSCY NAJEBANI NAWET CI NAJBARDZIEJ SPOKOJNI.CHYBA 2 RAZY USPOKAJALA NAS OCHRONA ALE TO NIC.MECZ ORZEGRANY SZYBKO 3-0.ALE MY SIE NIE PRZEJMUJEMY.PO MECZU ZNOW JAKIS DEBIL MOWI ZE SKONCZYMY W WIEZENIU ALE JA MO POKAZUJE ZE MOZE MI ... .PO ZA HALA 5 POLICJANTOW.OCZYWISCIE OD RAZU ZACZELISMY NA NICH BLUZGAC NP."HW HWD HWDP OLE","ZAWSZE I WSZEDZIE POLICJA JE.. BEDZIE" A NA KONIEC JESZCZE WSPOMINAMY O KIBICACH FALUBAZU GROMKIM "ZDECH PIES FALUBAZ". TO NARAZIE WSZYSTKI NASZE WYJAZDY ALE SIE JESZCZE SZYKUJA 3 TAKIE JAK BYDGOSZCZ,WROCLAW I PRAWDOPODOBNIE OPOLE.!!! POZDRO CZARNI!! W GORZOWIE TYLKO STILON,W RADOMIU TYLKO CZARNI.TAKA FLAGA NIEDLUGO SIE NA NASZEJ HALI POJAWI!!!

W wypadku drogowym zginęło w piatek dwóch młodych siatkarzy I-ligowego Orła Międzyrzecz: 23-letni Paweł D. i 21-letni Michał P. Dwóch innych zawodników tego klubu zostało rannych - poinformował PAP rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Krajeńskich Andrzej Węglarz.

"Do szpitali w Gorzowie i Drezdenku trafili 20-letni Patryk W. i 23-letni Kamil S. Jeden z obrażeniami głowy, drugi z otwartym złamaniem nogi. Obaj, kiedy zabierało ich pogotowie, byli przytomni" - powiedział PAP Węglarze.

Z ustaleń policji wynika, że siatkarze jechali po treningu na stację kolejową do Krzyża (woj. wielkopolskie). Kolegów wybierających się do domów na święta podwoził na pociąg mieszkający w Gorzowie Patryk.

Na razie nie są znane dokładne okoliczności wypadku. Z ustaleń policji wynika, że honda civic po wyjściu z łuku drogi wypadła z niej i uderzyła w drzewo. Do tragedii doszło na trasie nr 158 w Gościmiu (Lubuskie) niedaleko Drezdenka.

Pochodzący z Lęborka Paweł D. rozpoczynał karierę w tamtejszej Pogoni. Potem grał w Amberze Stargard Gdański. Kolejne jego klubu były już z Lubuskiego. Najpierw I-ligowy GTPS Gorzów, a potem Olimpia Sulęcin. W ubiegłym roku przeszedł do Orła Międzyrzecz, który awansował do I ligi. Był studentem.

Młodszy o dwa lata od Pawła Michał P. urodził się w Nowym Sączu, studiował na AWF. Zaczynał w UKS-e w rodzimym mieście, potem grał w Częstochowie, a od dwóch sezonów w barwach zespołu z Międzyrzecza.

Po świętach Orzeł Międzyrzecz ma grać o utrzymanie się w I lidze z Avią Świdnik. W tej sytuacji jest mało prawdopodobne by Orzeł przystąpi do tych baraży.

Przed niespełna czterema laty podobna tragedia spotkała Avię Świdnik. W nocy z 16 na 17 października 2004 roku tuż przed Lublinem bus wiozący siatkarzy tej drużyny wracających z meczu z Orłem Międzyrzecz zderzył się z tirem. W wypadku zginęło trzech siatakarzy i kierowca klubowego busa.

Bardzo przyjemny wyjazd. W sobotę nurkowaliśmy z wypożyczenej łodzi na jeziorze Trześniowskim. Łódką z elektrycznym silnikiem przepłyneliśmy kawałek jeziora Łagowskiego, następnie małym kanałem łączącym jeziora przedostaliśmy się na jezioro Trześniowskie (Ciecz). Mieliśmy przy tym niezły ubaw. Później przepłyneliśmy całą długość jeziora aż do miejsca w którym nurkowaliśmy (Rybakówka).
Widoczność bardzo dobra, sporo okoni i szczupaków.
Wieczorem na werandzie super domku w którym byliśmy zakwaterowani zrobiliśmy grilla.
W niedzielę po zjedzeniu póznego śniadania wyruszyliśmy zwiedzać okolicę.
Na początek odwiedziliśmy zamek w Łagowie i wspieliśmy się na zamkową wieżę skąd można podziwiać przepiękny widok na okolicę.
Po południu pojechaliśmy zwiedzić Międzyrzecki Rejon Umocniony.
Wraz z przewodnikiem przez dwie godziny wędrowaliśmy podziemnymi korytarzami MRU. Muszę przyznać, że ogrom i rozmach tych fortyfikacji robi wrażenie. Polecam każdemu kto nie był.

Z całego wyjazdu mamy sporo fajnych zdjęć więc na pewno niedługo umieszczę je na forum.

Z ciekawostek mogę powiedzieć, że jadąc do Łagowa nawigacja GPS pokierowała nas przez poligon. Nie byłoby nic w tym dziwnewgo gdyby nie to że odywały się tam manewry. Sporo helikopterów, wozy bojowe i mnóswtwo żołnierzy.
Najlepsze z całej przejażdzki był moment kiedy na drodze zobaczyliśmy dym. Zwolniłem bo dym był jakiś dziwny jakby coś tam wybuchło przed chwilą. Gdy spojrzałem w bok , na zboczu jaru stał czarny amerykański żolnierz z karabinem w pełnym maskowaniu i miał chyba tak samo głupią minę jak my.
Za nim stało kilku innych. Niezła faza.

Igor dnia Czw Wrz 20, 2007 1:54 pm, w całości zmieniany 1 raz

Nie no, z tym Trzęsaczem to wszystkich zaskoczyliście.... coś jakby opowiadać "widziałem Golfa!", "a ja stałem obok niego!", "a ja coś nawet o nim wiem!"
Bez banałów - ośmielam się prosić.

No więc taka np. Ziemia Lubuska, tudzież lubusko-dolnośląskie Bory Dolnośląskie to po prostu więcej opuszczonych obiektów niż czynnych. Długo by to wszystko wymieniać, najsłynniejszy obiekt w lubuskim to oczywiście Międzyrzecki Rejon Umocniony, jest nieźle umocniony a zimą zimują tam nietoperze i takie tam... ale to jak dla mnie nazbyt oklepane.
W powiecie żarskim rejon Brody - Zasieki -wielki kompleks bunkrów itd.,
powiat żagański: poradzieckie bazy: Tomaszowo (pod Żaganiem) oraz Wiechlice (tu m.in. schron atomowy, opodal Szprotawy);
powiat zielonogórski: kompleks wojskowy w Krzywańcu k. Nowogrodu Bobrzańskiego (xR, byłeś? ) o, czego tam nie było, fabryki, rabolatolria i te sprawy w temacie jakiejś tajnej broni, tudzież broni konwencjonalnej (czasy II WŚ), po dziś dzień masa obiektów w niezłym stanie, mam foty, ale bym musiał szukać a w necie jest sporo o tym. No i jeszcze opodal, w tymże Krzywańcu jest więzienie kobiece sprawdziłem od zewnątrz dziewczęta się szwendały, ploteczki, fajeczki, w siatkę pykały, luz blues, tylko ten widok małych dzieci zza betonowego płotu i drutu kolczastego...
No jeszcze są ww. Bory Dolnośląskie, zajęte głównie pod poligony wojskowe, ale tam, podobnie jak w innych zmilitaryzowanych obszarach, były kiedyś leśne osady, z rzadka nawet większe wsie - wszystkie je zlikwidowano. Po dziś dzień sporo ruin można odnaleźć... ciekawie np. wygląda zdziczała jabłonka w środku lasu
I wiele, wiele mniejszych obiektów....

O kurcze, sporo tego w Jaworznie. Nastała wiosna, w końcu będzie okazja sobie pohasać.

Ja nie mam jeszcze imponującego dorobku. Bardzo mało miejscówek jaworznickich widziałam. Z tego co wymieniłeś byłam jedynie na cementowni oczywiście (obok w tej opuszczonej knajpie "Baryłka" też ) i na Tarce. Jak to jest z resztą tych miejsc? One jeszcze wszystkie istnieją?

Co do "dorobku" ogólnopolskiego to tak:
- stare poradzieckie opuszczone lotnisko w Stargardzie Szczecińskim, mocno już sypiące się, ale ogromne i posiada swój specyficzny klimat. Traktuję je jako moje miejsce magiczne, od którego się wszystko zaczęło Stare bunkry, schron (ogromny i taaaaaaki klimatyczny), wieża kontroli lotów, budynki, które nazwaliśmy "hotelami", mniejsze i wieksze sypiace się budyneczki. Bajka

- Kędzierzyn - Koźle - opuszczone zakłady dla niepełnosprawnych, spory kompleks, największe wrażenie zrobiła na mnie izolatka,

- Gogolin - stare nieczynne piece wapiennicze - coś innego od wszystkiego

- Gdańsk Stogi - opuszczona jednostka wojskowa, niedokończone nigdy niewykorzystane silosy przy plaży i inne,

- mniejsze i większe miejscówki w Barlinku, np. tartak,

- dwa razy międzyrzecki rejon uzbrojony (MRU), aaaaaach..... No przyznaję, nielegalnie Ale szczena opadała po same kostki. Kilometrów pod ziemią zrobiło sie, oj zrobiło, wymarzło się i ubrudziło, ale jakze bardzo się opłacało, niezapomniane wrażenia. Tutaj kilka fot: http://picasaweb.google.pl/smoq84/MRUDrugiZwiad#

Chyba tyle. W tym okresie wiosenno letnim planuję na ten rok zdecydowanie więcej. Przede wszystkim chcę obadać śląskie miejscówki (niech no tylko się obronię ). Z okolic moich w zachodniopomorskim to na pewno fabryka paliwa syntetycznego w Policach i schron w Szczecinie. Może Wał Pomorski? Co więcej? To się jeszcze zobaczy.

Ze stron oprócz znanego opuszczone.com, polecam miejsca.com. Pracuje nad tym ten sam człowiek. Z resztą fantastyczny, mega pozytywny i zakecony totalnie

Spoterku mieszkam w Żarach jakieś 45-50 km od Zielonej Góry. Czy ja wiem czy tak dużo zwiedzania w moim mieście nie ma specjalnie co zwiedzać mamy wspaniały kościół garnizonowy czy inne kościoły, odnowiony ratusz, fragmenty muru obronnego, zamek Bibersteinów i pałac Promnitzów, które są akurat odnawiane i jest też basen kryty ( przyjeżdżają nawet z Zielonej Góry bo u siebie nie mają )Mamy też duży las tzw. Zielony Las na wzniesieniu przy jednej z trzech wież widać w pogodne dni Śnieżkę wraz ze stacją meteorologiczna na jej szczycie . Jeśli chodzi o okolice to są różne lotniska powojenne, liczne muzea archeologiczne, skanseny (np. w Ochli ) a w Nowogrodzie Bobrzańskim są bunkry (sięgające podobno do samego Berlina ) i ruiny fabryki amunicji, oczywiście jest jeszcze muzeum wojskowe w Drzonowie . Nie zapominajmy o zamku w Żaganiu… to tak piękne, magiczne miejsce. Pamiętacie „Wielką Ucieczkę” to tam pod Żaganiem był ten obóz i o ile pamiętam film był tam kręcony, jest też Muzeum Martyrologii Alianckich Jeńców Wojennych. Informacja dla fanów ”Czterech pancernych i psa” niektóre odcinki były kręcone na poligonie w Żaganiu . W Szprotawie było lotnisko a nawet baza lotnicza a teraz jest tam cebula… ( tak powiedział kiedyś znajomy ksiądz ) lecz wydaje mi się że nadal coś pozostało. Znajdował się tam kiedyś obóz jeniecki a obecnie Muzeum Ziemi Szprotawskiej. Takie małe ciekawostki w Szprotawie stoi samolot wydaje mi się że MiG-21 ale nie jestem pewna dawno tam nie byłam… oraz Sarkofag Świętej Faustyny z relikwią świętej ( kość przedramienia) . Co do Międzyrzecza do moim zdaniem zbrodnia tam nie być . Ten cały system podziemnych fortyfikacji jest niesamowity... jest strasznie zimno i ciemno czasami nawet przerażająco ale co za wspomnienia (!) a ile tam nietoperzy są wszędzie trzeba uważać żeby jakiegoś nie strącić ale to dopiero zabawa jak się mało na jakiegoś nie wpadnie . Odnośnie astronomii to w Zielonej Górze jest niedawno wybudowane obserwatorium ale nigdy tam nie byłam

A propo w Żarach było kiedyś lotnisko ( dosyć bogate pod względem historycznym ) i jeden z oddziałów niemieckiego Focke-Wulf. Obecnie już nawet paralotniarze tam nie latają ( przenieśli się kilka kilometrów dalej )są same przedsiębiorstwa

Pozdrawiam

Czesc.

Niestety - w/w trasy nie da objechac cywilizowanie pociagiem, wiec
wybralismy autko. A glownie po to, zeby zrealizowac cel podrozy -
przejscie piesze odcinka Staropole - Nietoperek (15 km) linii nr 375
Miedzyrzecz - Toporow.

Z Poznania do Tlokow gonilismy ze zdjeciami 44234 Wagrowiec - Wolsztyn w
wykonaniu Ol49-69, w Tlokach cyknelismy powrotnego 44237 Wolsztyn -
Wagrowiec z Ol49-111.

Zajezdzamy do Wolsztyna - na szopie agonia (tylko Ty45-379 syczy), na
stacji pustka. Coraz gorzej...

Potem przez Swiebodzin do Staropola. Tam wyrzucilismy jednego zawodnika
(mnie), a Pawel Korcz z Rafalem Matuszewskim pojechali do Nietoperka.
Tam Pawel wyrzucil Rafala i, sam pojechal do Goscikowa (w polowie drogi
Staropole - Nietoperek). A wiec Rafalek mial do przejscia Nietoperek -
Kalawa - Goscikowo (8 km), a ja Staropole - Nietoperek (7 km), a Pawel
mial nas zgarnac w Goscikowie.

Chodzilo o to, zeby sprawdzic stan torow, podkladow (i czy nie ma
ubytkow w szynach), bo Krakusy chca tu niebawem jechac Ok1+ryflaki.
Odcinek Toporow - Staropole jest uzywany (zdawki), natomiast Miedzyrzecz
- NIetoperek to jest calkiem inna historia. Tor jest oszalamiajacy -
szyny S60 przytwierdzone do betonowych podkladow sposobem SB3
(sprezynki!!). Podsypka nowiutka, a predkosc szlakowa 100 km/h. W
Nietoperku na stacji dopiero sypia tluczen i podbijaja tor. Beda tu
niebawem jezdzily ciezke eszelony do pobliskiej jednostki wojskowej.

Ruszam ze Staropola o 13:41. Toru na stacji prawie nie widac - trawa. I
tak:

km
22,2 - ostani rozjazd w Staropolu na wyjezdzie na Goscikowo. Podklady
mieszane - metalowe i drewniane.
22,1 - paskudnie zagiety podklad metalowy zachodzacy nad glowke szyny
(nie udalo mi sie odgiac)

Tu sie ludzilem, ze zobacze tzw. zeby smoka - zapory przeciwczolgowe
rozciagajace sie na pasie prawie 30km (teren ten zajmuje w wiekszosci
Miedzyrzecki Rejonem Umocniony - zespol wojskowych budowli (panzerwerki,
bunkry). Bylem tam kiedys na wycieczce - cos niesamowitego. Podziemne
korytarze o lacznej dlugosci ponad 300 kilometrow, posrodku kolejka
waskotorwa z pozostalosciami po trakcji elektrycznej, pokoje, cele -
podziemne miasto na glebokosci okolo 50 metrow. Ale z torow nie bylo
widac nic, bo akurat byl gesty las.

21,2 - zasypany przejazd, pokazne sosenki miedzy tokami szyn
20,9 - pierwszy ubytek w torze - wyspawane obie szyny na odcinku 9m
20,2 - kolejny zasypany przejazd
19,5-19,3 - BUSZ - tunel z drzew i chaszczy
18,8 - drugi ubytek w torze - wyspawano 48m prawej i 60m lewej szyny
18,6 - trzeci ubytek w torze - wyspawano 13m prawej i 22m lewej szyny
16,4 - brak kilkunastu podkladow (wyjete)
16,2 - czwarty ubytek w torze - wyspawano 12m prawej szyny

Ostatni luk, widac juz wieze wodna i pieeeekny kosciol w Goscikowie
(wyobrazilem sobie tu Ok1 - mmmm!).
15,5 - Goscikowo stacja

Tu czeka Pawel. Robimy jeszcze pare zdjec, dochodzi Rafalek i lecimy do
Miedzyrzecza.

A Rafalek relacjonuje przebyty odcinek Nietoperek - Goscikowo:

km
6,2 - poczatek starego toru (dotad sa S60 na SB3), brak kozla oporowego,
metalowe podklady.
... (wjazd do Kalawy) - zaasfaltowany przejazd
Kalawa
od km 11,5 - paskudnie sprochniale drewniane podklady
13,2 - wypalony co trzeci podklad na odcinku okolo 500m

Ubytkow w torze brak!

Dojezdzamy do Miedzyrzecza i cykamy 78037 Zbaszynek - Gorzow
(SP32-088+Bhp (bipa tutaj?!) oraz 87036 Gorzow - Zbaszynek (SP32-114 i
tez Bhp - pieknie!)

Zajezdzamy jeszcze do Nowego Tomysla na stacje waskotorowa zobaczyc
pozostalosci po kolejce (przez mgle pamietam jeszcze "za ptysia"
wycieczke z ojcem do Nowego Tomysla na odpust, wystawe koszy
wiklinowych - okolo 1988-1990r i jazde do Opalenicy w MBxd2 (dzis wiem,
ze to Mbx - wtedy widzialem tylko "bialo-czerwony autobus) :)

Do Poznania wpadamy o 19:00



Distribution:




:  U mnie jest raczej odwrotnie: na wiekszosc wycieczek jezdze z
: kolem naukowym historykow, wiec wszystkie obiekty sa na ogol porzadnie
: przygotowane. Do wycieczki na Pomorze Zachodnie spora czesc literatury
: zbieralem osobiscie.
: A mozesz poprzysylac jakies informacje: gdzie byliscie i co jest warte
: obejrzenia? Ja tez mam takie rozne pomysly, gdzie warto pojechac w celach
: architektoniczno-historycznych. Moze sie powymieniamy?
: Hanka

        No problem, oto nasze obiekty:
BYTOW: zamek "pokrzyzacki" i wiele innych "po". Referat o ziemi
leborskiej i bytowskiej.
SLUPSK: w kosciele dominikanow nagrobek ostatniego z Gryfitow (chociaz po
kadzieli) Ernesta Boguslawa ksiecia von Croy, skadinad bardzo
interesujacej postaci ; przed zamkiem pomnik przedstawiajacy soba cos w
rodzaju niezbyt udatnie odtworzonej w brazie glowizny wieprzowej, na
zamku AFAIR ekspozycja historyczno-krajoznawcza ; kaplica szpitalna sw.
Jerzego (na glucho zamknieta).
DARLOWO: niedawno odnowiony zamek ksiazecy (IMHO troche _za_nowy_) ; na
cmentarzu ladna kaplica sw. Gertrudy, gotycka na planie centralnym.
KOLOBRZEG: w kolegiacie warto zobaczyc ogromny swiecznik (nie jestem
pewien, czy jest to oryginal, czy kopia), robi duze wrazenie. Wspomniec
wypada rowniez twierdze kolobrzeska (zostaly resztki dwoch fortow).
TRZEBIATOW: w kosciele wpuszczaja (od czasu do czasu) na wieze. Wspaniala
panorama, no i mozliwosc zobaczenia gotyckiego sklepienia z drugiej
strony. W bocznej nawie kosciola modele miejscowych zabytkow z zapalek.
PLOTY: dwa zamki.
GOLCZEWO: z zamku biskupow kamienskich pozostala tylko wieza i otoczona
fosa ziemna platforma na ktorej stal. Referat o dominium biskupow
kamienskich.
KAMIEN POMORSKI: oczywiscie katedra. W skarbcu katedralnym niedawno
odkryte i jeszcze nie opracowane polichromie.
SZCZECIN: mniej wiecej wiadomo co. Wystawa "Pomorze w okresie przelomu -
miedzy Szwecja a Brandenburgia 1630-1700" przygotowana na 300-lecie
pokoju wetsfalskiego raczej zawiodla moje przynajmniej nadzieje.
STARGARD SZCZECINSKI: bardzo ciekawy kosciol farny z elementami programu
katedralnego (galeria tryforyjna) ; kosciol pojoannicki ; jedyna bodaj w
Polsce brama wodna ; arsenal miejski.
PEZINO: zamek pojoannicki, obecnie w rekach prywatnych. Wlasciciele nie
wpuszczaja do srodka. Stan zachowania idealny. Przy zamku zachowany
kompleks neogotyckich zabudowan gospodarczych.
MARIANOWO: opactwo cysterek. Nie dostalismy sie do srodka.
KOLBACZ: ogromny, systematycznie popadajacy w ruine kosciol pocysterski.
Po reformacji klasztor przeksztalcony zostal w rezydencje ksiazeca zas w
kosciele oddzielono prezbiterium i transept od przeznaczonego do celow
gospodarczych korpusu nawowego. I tak juz zostalo. Za czasow pruskich
zaslepiono arkady miedzynawowe i rozebrano nawy boczne, obecnie korpus
nawowy jest (byl?) magazynem miejscowego PGR-u, zas w prezbiterium i
transepcie urzeduje parafia ; z zabudowan klasztornych pozostaly nedzne
resztki w ktorych pija miejscowe lumpy ; po drugiej stronie drogi stoi
natomiast rarytas: stodola z XIV wieku w doskonalym stanie uzywana po
dzis dzien zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem...
SWOBNICA: zamek pojoannicki, obecnie sprywatyzowany. Wbrew zewnetrznym
pozorom w srodku trwaja prace konserwatorskie. Przystep do zamku przez
punkt skupu dziczyzny.
CHOJNA: na rynku ogromny kosciol parafialny obecnie w gruntownej
konserwacji ; ratusz, ktorego najstarsze partie pochodza wprawdzie z konca
XIII w., ale fasada jest 19-wieczna ; kosciol augustianow.
MORYN: jeden z lepszych przykladow pomorskich kosciolow granitowych z
XIII w.
MIEDZYRZECZ: zamek bastejowy z 2 pol. XVI w. Referat o "wielkiej armii
niemieckiej".
KALAWA i okolice: Miedzyrzecki Rejon Umocniony.
GOSCIKOWO-PARADYZ: kosciol i klasztor pocysterski.
LAGOW: piekne miasteczko miedzy jeziorami ; zamek pojoannicki (obecnie
hotel) ; pozostalosci fortyfikacji miejskich.
GOSTYN: kosciol filipinow, kopia jednego z bardziej znanych kosciolow
weneckich.
        W opisie pominalem mniej ciekawe miejscowosci i obiekty (np.
wiekszosc kosciolow na Pomorzu Zach. to typowe, prowincjonalne okazy
budownictwa tzw. "kwatery wendyjskiej" Hanzy.
        Pominalem rowniez wspominane juz na liscie Rurke i Chwarszczany.
        IMHO najciekawsze byly Stargard, Kolbacz, Pezino, Moryn,
Chwarszczany, Chojna, Miedzyrzecz i Lagow.
        To na razie tyle, i tak sie strasznie rozpisalem.

#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#
        Maciek Antecki

"V vojne toj byl kakoj-to rok:
Vitala smert' sredi dorog..."
#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#=#


Witam,
Podaję za Gazetą Wyborczą:

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4367319.html

Największe polskie złoża ropy są w Puszczy Noteckiej
ask, PAP2007-08-06, ostatnia aktualizacja 2007-08-06 09:56

W Puszczy Noteckiej znajdują się największe w Polsce złoża ropy naftowej.
Teraz natrafiono na kolejne. Kilka dni temu rozpoczęły się odwierty pod
Chojnem (gmina Wronki) - podaje "Głos Wielkopolski".

Na wzgórzu stanęła już 40-metrowa wieża wiertnicza. Znacznie bardziej
zaawansowane są prace wydobywcze prowadzone w sąsiednim Międzychodzie. Wkrótce
rozpocznie się tam budowa szybu, dzięki któremu będzie można wydobyć nawet 8
milionów ton ropy. Dziennie kilkadziesiąt osób przychodzi na teren robót i
pyta o pracę. W odpowiedzi słyszą, że mają się zgłosić za trzy miesiące.

Przetarg na poszukiwania złóż wygrała firma "Nafta" z Piły. Prace wykonujemy
na zlecenie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa - opowiada Ryszard
Chylarecki, dyrektor Przedsiębiorstwa Poszukiwania Nafty i Gazu "Nafta".
Odwierty w tym miejscu będą trwały jeszcze trzy miesiące. Wstępne rezultaty
poszukiwań powinny być znane na przełomie 2007 i 2008 roku.

W przypadku potwierdzenia przemysłowego nasycenia węglowodorami przewidywane
są następne prace wiertnicze na tym obszarze - mówi Sara Piskor z Departamentu
Komunikacji i Relacji Inwestorskich PGNiG.

Na wyniki prowadzonych prac czekają także władze okolicznych samorządów.
Ministerstwo Ochrony Środowiska, wydając pozwolenie na eksploatację terenu,
określa stawki, które trzeba odprowadzać do państwa i do gminy, na której
obszarze prowadzone jest wydobycie - mówi Remigiusz Pawelczyk, sekretarz
Miasta i Gminy Wronki.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo szacuje, że pod Puszczą Notecką
znajduje się od 100 do 150 milionów ton ropy naftowej, z czego do wydobycia
będzie nadawać się 25 procent. Wstępne analizy wykazały, że wydobycie ropy
będzie opłacalne.

Pod Chojnem jeszcze sprawdzają, tymczasem w okolicach Międzychodu Lubiatowa i
Grotowa lada moment ruszy budowa kopalni. Trzy kilometry pod ziemią znajdują
się złoża szacowane na ponad 8 milionów ton ropy. To około 30 procent rocznego
zapotrzebowania całego kraju.

Pierwszych 5 tysięcy ton ropy PGNiG już wydobyło. W ubiegłym roku spółka
ogłosiła przetarg, aby rozstrzygnąć, kto zbuduje kopalnię. Pierwsze
rozstrzygnięcie zostało zaskarżone. Przetarg powtórzono. Stanęły do niego
cztery konsorcja. W połowie lipca upłynął termin składania ofert wstępnych.
Dwie z nich przeszły do kolejnego etapu. ? Szacunkowa wartość inwestycji to
500 milionów złotych - ocenia Sara Piskor.

Zakończenie przetargu przewidywane jest na jesień tego roku. Budowa kopalni
jest największym projektem, jaki realizuje PGNiG. Wydobywalne złoża gazu
ziemnego zostały ocenione na około 7,38 miliarda metrów sześciennych gazu i
około 8,09 miliona ton ropy naftowej - wyjaśnia S. Piskor. W okolicach
Międzychodu eksploatowanych ma być pięć odwiertów. Badaniami objęte zostały
również tereny między Kaźmierzem, Pniewami a Lwówkiem.

Na roponośnych terenach zarobił już samorząd Międzychodu. Za próbne wydobycie
gmina otrzymała 300 tysięcy złotych. ? Spodziewamy się, że z tytułu podatków
do naszego budżetu wpłynie od sześciu do ośmiu milionów złotych rocznie. Przy
budżecie w wysokości 36 milionów złotych to duży zastrzyk finansowy. Ale
poszukiwania trwały u nas prawie pięć lat ? przypomina Krzysztof Michalski,
wiceburmistrz Międzychodu.

Koniec cytatu.


Mój komentarz:

Jaki jest i jaki może jeszcze być wpływ inwestycji naftowych
w tym regionie na funkcjonowanie lokalnych linii kolejowych w okolicach
Międzychodu?
ZTCW coś już dzieje się w Wierzbnie, budowana jest stacja przeładunkowa
czy coś takiego.
Podobno w samym Międzychodzie też jest ruch. Ale którędy to wszystko
jeździ, linią z Wierzbna do Międzyrzecza czy do Skwierzyny?
A jak z przejezdnością linii z Międzychodu do Szamotuł - bo wspomniane
w artykule Chojno jest całkiem blisko Sierakowa?
No i jak z przejezdnością linii Międzychód - Rokietnica, bo piszą
o badaniach pomiędzy Pniewami a Kaźmierzem?

Pozdr
Artur B.


O Grupie Warownej "Ludendorff" można poczytać:

Grupa warowna "Ludendorff" - to jedna z grup warownych niemieckich umocnień Łuku Odry-Warty (Oder-Warthe Bogen, Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego).

Budowę grupy rozpoczęto na przełomie 1935 i 1936 roku poprzez wzniesienie na szczycie tzw. Lisiej Góry, położonej w zakolu rzeki Obry na północ od miejscowości Stary Dworek schronu oznaczonego numerem 522. Wybudowano go w ramach rozbudowy tzw. Linii Nischlitz-Obra, będącej pierwszym etapem do budowy potężnych umocnień Frontu Ufortyfikowanego Łuku Odry-Warty. Ze schronem łączyły się dwie tzw. odosobnione wieże. Następnie na wzgórzu wzniesiono jeszcze 3 schrony. Wszystkim obiektom nadano propagandową nazwę Panzerwerków (dzieł pancernych, skrót Pz.W.) i jednolitą numerację. Schrony połączone zostały podziemnymi poternami. W podziemiach znajdowały się także koszary i magazyny.

Schrony podzielić można funkcjonalnie na:

uniwersalne:
Pz.W. 864
Pz.W. 865 (522)
wieże odosobnione, tzw. detaszowane środki ogniowe:
Pz.W. 863
Pz.W. 866
Pz.W. 867
obserwacyjne:
Pz.W. 868
Głównym uzbrojeniem grupy były karabiny maszynowe. Dwa umieszczone były w sześciostrzelnicowej kopule typu 20P7 zamontowanej w największym schronie nr 865 (522), trzy w trzystrzelnicowych kopułach typu 2P7 wież odosobnionych. Dalsze trzy znajdowały się za płytami pancernymi obydwu dużych panzerwerków, służąc do obrony wejść i tyłów obiektów. Obronę uzupełniał forteczny miotacz ognia oraz granatnik M19. Wyłącznie do obserwacji służyły dwie kopuły: zainstalowana w Pz.W. 864 oraz w odrębnym, obserwacyjnym Pz.W. 868.

Grupa traktowana była jako eksperymentalna, stąd spotkać tu można duże zróżnicowanie zastosowanych rozwiązań. W 1938 roku jedna z wież odosobnionych (Pz.W. 866) została rozbudowana o kazamatę dla armaty przeciwpancernej kalibru 37 mm. Był to jedyny taki obiekt zbudowany we wschodnich fortyfikacjach Niemiec. Możliwość rozbudowy o stanowisko broni przeciwpancernej posiadał również Pz.W. 865.

Dzięki swojemu położeniu i uzbrojeniu grupa, której w 1939 roku nadano imię gen. Ericha Ludendorffa, była jednym z najsilniejszych punktów oporu w niemieckiej fortyfikacji. Jako jedyna posiadała prócz broni piechoty elementy czynnej obrony przeciwpancernej.

W 1944 roku w czasie przygotowań całego O.W.B. do obrony na terenie grupy wzniesiono eksperymentalne stanowisko dla czeskiej armaty przeciwpancernej kalibru 47 mm.

Grupa została zdobyta przez 35 DP Gwardii dowodzoną przez płka N. Grigoriewa 30 stycznia 1945. Po wojnie wszystkie jej obiekty zostały wysadzone w powietrze i obecnie są zniszczone w różnym stopniu. Teren grupy jest opuszczony. Bardzo duże niebezpieczeństwo stanowią ruiny schronów, szczególnie otwarte szyby prowadzące do zasypanych podziemi. Na wzgórzu znajdują się również inne groźne pozostałości wojny, takie jak drut kolczasty.

Źródło: "http://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_warowna_%22Ludendorff%22"

Pobudka przed 4 rano. Szybkie śniadanie, odprawa i wyjazd na pierwszy partol. Tak zaczyna się dzień w polskich bazach w Afganistanie. Tu akurat nic się nie zmieni, ale od dziś polscy żołnierze odczują jedną istotną różnicę - będą zdani wyłącznie na siebie. Od kiedy przejęli kontrolę nad dwiema prowincjami, nie działają już pod opiekuńczymi skrzydłami amerykańskiej armii.

Żołnierze: Jesteśmy na wojnie

Afgańska misja jest najtrudniejszym sprawdzianem dla naszych żołnierzy od czasów II wojny światowej. Tu za każdym zakrętem czyha na nich mina, za węgłem - przeciwnik uzbrojony w kałasznikowa, a nadchodzący cywil z dzbankiem wody może okazać się terrorystą-samobójcą.

Jak unikać tego typu zasadzek? Tego od kilkunastu tygodni uczyli naszych żołnierzy Amerykanie. Do dzisiaj. Od północy nasi żołnierze muszą radzić sobie sami.

A to oznacza, że poranny patrol, który o 4.20 wyjeżdża z jednej z naszych baz - w Kabulu, Ghazni, Wazi Khwa, Gardez czy Sharanie, od teraz będzie całkowicie samodzielny. Jak co dzień strzelcy pokładowi zamontują karabiny maszynowe i granatniki w wieżyczkach. Dowódcy po raz ostatni sprawdzają punkty na mapach. Niektórzy jeszcze będą dojadać śniadania. Później krótki okrzyk dowódcy i wszyscy spotkają się na ostatniej odprawie przed wyjazdem.

Żołnierze będą patrolować określone trasy, kontrolować drogi, budynki, szukać terrorystów i polować na bandytów - ale nie tylko. Będą też zadania, które zupełnie nie kojarzą się ze służbą w armii. Wojskowi będą spotkać się z przedstawicielami miejscowej ludności.

Bardzo często nasi żołnierze są dla nich ostatnią deską ratunku. Tak było w przypadku 12-letniej dziewczynki, którą nasi lekarze uratowali od kalectwa. Tak było z budynkiem szkoły, który został wyremontowany przez naszych żołnierzy, czy też z kilkoma studniami, które udało się oczyścić. Pełne ręce roboty mają lekarze w polowych szpitalach, którzy pomagają miejscowym.

Trzeba mieć oczy naokoło głowy

Patrole ochraniają również transporty z wojskowymi i cywilnymi dostawami. Tu trzeba być czujnym - dla uzbrojonych band każda ciężarówka to łakomy kąsek. Terroryści starają się zatrzymać samochody, detonując ukryte przy drogach własnoręcznie wykonane miny lub odpalając pociski z prostych wyrzutni rakietowych. Kiedy uda im się uszkodzić pojazd i konwój staje, zaczynają strzelać.

Właśnie dlatego wszystkie nasze hummery zostały dodatkowo opancerzone. A trzeba wiedzieć, że jazda tym pojazdem, który ma jeszcze nadliczbowe uzbrojenie, nie należy do przyjemnych. Trzeba dużo siły, żeby zamknąć ważące 100 kilogramów drzwi. W środku podczas jazdy telepie niesamowicie, nie jest też najwygodniej.

Przez cały czas wieża pojazdu z karabinem maszynowym co chwila obraca się to w lewo, to w prawo, a strzelec wypatruje wroga. On ma najgorzej ze wszystkich - bo to właśnie w niego najpierw celują wrogowie. Jeśli zaś coś stanie się z autem, to właśnie on musi pokonać najdłuższą i najmniej wygodną drogę do wyjścia.

Ale będzie lepiej. Lada dzień hummery dostaną wsparcie. Gdy tylko technicy skończą montować dodatkowe opancerzenie, do akcji wkroczą transportery opancerzone Rosomak.

Wróg czai się wszędzie

Żołnierze są czujni. Muszą zwracać uwagę na wszystko - na śmieci porzucone wzdłuż drogi, nienaturalne przeszkody lub pojazdy, które próbują podjechać do kolumny.

Zawsze po kilku kilometrach drogi zarządzany jest postój. Niczym na filmach o Indianach, pojazdy ustawiają się w kółku - po to, żeby wzajemnie chronić się przed ogniem przeciwnika.

Patrol ma oczywiście cały czas radiowy kontakt z bazą. Tylko tak może sobie zapewnić wsparcie w razie kłopotów. Jeśli sytuacja będzie naprawdę trudna, zawsze można poprosić o pomoc Amerykanów. Bo - choć może to brzmieć dziwnie - właśnie oni mogą pomóc szybciej niż posiłki z naszej bazy. Wszystko dlatego, że mają Black Hawki, a przynajmniej na razie w Afganistanie nie ma naszych śmigłowców.

To jednak nie koniec braków, z jakimi boryka się nasza armia w Afganistanie. Brakuje automatycznych granatników, niezastąpionych w górskich warunkach. Najpierw miał je dostarczyć krajowy przemysł. Zakłady obiecywały, że je wyprodukują, ale na tym się na razie skończyło. Najprawdopodobniej MON kupi potrzebny sprzęt w trybie pilnym aż w Singapurze.

Polski kontyngent wojskowy w Afganistanie to 1161 żołnierzy z 18. batalionu desantowo-szturmowego z Bielska-Białej, 17. Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza, 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, 1. Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca, 1. Pomorskiej Brygady Logistycznej, grupy ds. Współpracy Cywilno-Wojskowej, Centralnej Grupy Działań Psychologicznych i Żandarmerii Wojskowej.

Według MON, misja w Afganistanie będzie kosztować 300 mln zł, z tego 170 mln zł pójdzie na bieżące wydatki, np. wyżywienie czy żołd, a 130 mln zł na zakup sprzętu i wyposażenia.


Pierwszy dzień ? to my dopiero teraz jesteśmy w Afganistanie ?

MON.....

Postanowiłem opisać wreszcie moją rodziną stację. No to jechał!

Stacja Międzyrzecz od samego początku nie leżała na żadnej magistrali, ale na lini drugorzędnej na terenie Wielkopolski(Wielkie Księstwo Poznańskie). Pierwsza budowa lini Międzyrzeckiej (Międzyrzecz-Zbąszyń) nastąpiło na podstawie Ustawy Pruskiej z 8 marca 1880 roku, okręslajacą budowę lini bocznych. Kapitał budowy na takich typu linii pochodził w większości z funduszu narodowego państwa pruskiego. Wracając jednak do konkretów, pierwsza lini kolejowa w Wielkopolsce w oparciu o powyższą ustawe była linia Zbąszyń-Międzyrzecz. Decyzję o budowy tej lini zapadła 21 maja 1883 roku. Głównym powodem budowy tej lini były chęci zwiększenia przewozów drewna i zboża z okolic Międzyrzecza do takich miast jak Berlin czy Poznań. Linię oddano do użytku 1 czerwca 1885 roku. W Zbąszyniu powstał "peron Międzyrzecki" zakończony obrotnicą. Oprócz toru osobowego przebiegał jeszcze towarowy, a między towarowym i osobowym tor do oblotu składu. Międzyrzec jako-tako stacją węzłową stał się 1 grudnia 1887 roku po wybudowaniu lini do Wierzbna(Międzychodu). 1 maja 1892 roku Międzyrzecz miał już połączenie z Sulęcinem, który wcześniej, bo już w 1890 miał połączenie z Rzepinem. Ostatecznie węzeł Międzyrzecz ukształtował się w roku 1896, kiedy to została poprowadzona linia do Skwierzyny, a następnie 1 grudnia linia została przedłużona do Gorzowa Wlkp.. W tym okresie został rozbudowany dworzec Międzyrzecki, dobudowano magazyn z dworcem i 3 perony osobowe. Powstała też 16 stanowiskowa parowozownia wachlarzowa z 15 metrową obrotnicą, zasieki węglowe, 2 wieże wodne i 2 żurawie(jeden z żurawia można obecnie zobaczyć przy peronie pierwszym w Gorzowie). 1 sierpnia 1909 roku utworzono linię do Toporowa, która służyła głównie do transportu drewna i węgla. Wówczas w Toporowie istniała jednostanowiskowa parowozownia i wieża ciśnienień.

Po ustaleniu granicy po I wojnie światowej, tor do Zbąszynia został przerwany, gdyż polakom zbędny był "dojazd" do Międzyrzecza, a Niemcy zbudowali tor idący w kierunku Berlina i dobudowano peron dla mieszkańców powstającego Zbąszynka.

Potem Międzyrzecz przeszedł już pod panowanie Polski, i z 16 stanowiskowej szopy zrobiła się 12, a połączenia z Zbąszyniem nie odbudowano. Linie zużywały się, a nikt ich nie konserwował,i tak oto w 1989 roku w okolicach Gościkowa wykoleił się pociąg relacji Toporów-Międzyrzecz, co zacydowało ostatecznie o zamknięciu dla tej lini ruchu pasażerskiego. Do 1994 roku odbywał się na niej jeszcze ruch pasażerski. Rok później zamknięto ruch pasażerski na lini Wierzbno-Rzepin. Gorzej być nie mogło, ale bodajże w latach 90' zburzono starą szopę, i postawiono nową(z tego co wiem, najmłodsza parowozownia w Europie), którą i tak z 2 lata(nie wiem dokładnie ile, strzelam) po zamknięto. Ludzie w biały dzień wynosili tam grzejniki, kable, osprzęt i takie tam. Nastawnia oczywiście nic nie widziała, bo po co... Dwa tygodnie po zamknięciu szopy przyjechała komisja z Zbąszynka, a tu ździwienie...

4 listopada 2002 roku zamknięto ruch na lini Gorzów-Zbąszynek, gdzie wówczas jeździły jeszcze jajecznicowe "Bipy" i SP32. 1 września 2003 roku, dzięki staraniom burmistrza Międzyrzecza wznowiono ruch na tej lini, i pojawił się tzw. "szynobus lubuski", czyli SA105, znany i "lubiany" wytwór ZNTK Poznań... O awaryjność jego to nie wspomnę...

Następnie 9 grudnia 2007 roku wznowiono po 12 latach ruch pasażerski do z Międzyrzecza do Rzepina, jednak uroczysty przejazd z "delegatami" odbył się 8 grudnia 2007 roku. Przejazd był darmowy, zresztą o tym przejeździe można przeczytać w numerze KMiD numer 1/2008.

Obecnie śmigają sobie pociągi, głównie Cargo i PR, ale czasami jakiś tranport wojskowy się trafi z Trzemeszna, albo FPL z piachem, czy bóg wie co jeszcze. W każdym razie, kończę już i załączam parę fot.

na podstawie:
"Koleje żelazne w Wielkopolsce i na Ziemi Lubuskiej"
www.sentymentalny.com
no i jeszcze na podstawie rozmów z dawnym pracownikami Międzyrzeckiego węzła

No... "Artykuł" napisany w moim stylu, tzn. ciężko będzie go zrozumieć, ale mam nadzieję że się wam podoba... Zapomniałem jeszcze o pożarze magazynu i pożarze dworca, ale to może następnym razem :) . Ale mniejsza, powininem robić moduł a nie pieprzyć o Międzyrzeczu!

Wspomnienie świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna,
pierwszych męczenników Polski

(Flm 7-20)
Bracie, doznałem wielkiej radości i pociechy z powodu twojej miłości, że
mianowicie serca świętych otrzymały od ciebie pokrzepienie. A przeto, choć
z całą swobodą mogę w Chrystusie nakładać na ciebie obowiązek, to jednak
raczej proszę w imię miłości, skoro już jestem taki. Jako stary Paweł, a
teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa - proszę cię za moim dzieckiem - za
tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Niegdyś dla ciebie
nieużyteczny, teraz właśnie i dla ciebie, i dla mnie stał się on bardzo
użyteczny. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do
domu! Zamierzałem go trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi
usługi w kajdanach noszonych dla Ewangelii. Jednakże postanowiłem nie
uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z
musu, ale z dobrej woli. Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki
czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż
niewolnika, jako brata umiłowanego. Takim jest on zwłaszcza dla mnie, ileż
więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się
poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie! Jeśli zaś wyrządził
ci jaką szkodę lub winien cokolwiek, policz to na mój rachunek! Ja, Paweł,
piszę to moją ręką, ja uiszczę odszkodowanie - by już nie mówić o tym, że
ty w większym stopniu winien mi jesteś samego siebie. Tak, bracie, niech
ja przez ciebie doznam radości w Panu: pokrzep moje serce w Chrystusie!

(Ps 146,6-10)
Refren: Szczęśliwy, komu Pan Bóg jest pomocą

Bóg wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność uwięzionych.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych,
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

(Łk 21, 36)
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem
Człowieczym.

(Łk 17,20-25)
Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże,
odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie
powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was
jest. Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć
choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto
tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak
błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do
drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi
wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.

Komentarz

W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku bracia pustelnicy z klasztoru w
Międzyrzeczu padli ofiarą napadu i ponieśli śmierć męczeńską. Jeden z
nich, umierając, błogosławił chwilę swej śmierci i oprawcę, który ją
zadawał. "Jedynie dzięki miłosierdziu Zbawiciela znaleźliśmy tak dobrą
noc" - mówił. A jak my przyjmujemy wydarzenia naszego życia? Czy jesteśmy
wdzięczni, za to, że z miłosierdzia Bożego wszystko - radość, ale też ból
i cierpienie - jest dla naszego dobra?

Aneta Zalesińska, "Oremus" listopad 2002, s. 60

Losy się ważą, ale trzymanie kciuków na nic się nie zda. Za Rzeczpospolitą:
Czy aresztowani w sprawie Nangar Khel wyjdą wcześniej z aresztu?
nat 11-03-2008, ostatnia aktualizacja 11-03-2008 10:11
Izba Wojskowa Sądu Najwyższego rozpoczęła rozpatrywanie zażaleń obrony na przedłużenie przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie aresztów wobec żołnierzy podejrzanych w związku z ostrzelaniem afgańskiej wioski Nangar Khel. Decyzja sądu ma być ogłoszona ok. godz. 15

Żołnierze z bielskiego batalionu desantowo-szturmowego zostali aresztowani 13 listopada ub.r. 12 lutego WSO w Warszawie zdecydował o przedłużeniu im aresztu do 13 maja.

Tę decyzję zaskarżyli obrońcy podejrzanych. Wnioskują oni o umożliwienie ich klientom odpowiadania z wolnej stopy. Jak podkreślają, wobec wojskowych - zamiast aresztu - właściwsze byłoby zastosowanie tzw. nieizolacyjnych środków zapobiegawczych.

Chodzi np. o poręczenie majątkowe lub tzw. poręczenie osób godnych zaufania - zgłosili się tu m.in. twórca GROM gen. Sławomir Petelicki i dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.

"Jest poręczenie żołnierzy z jednostki wojskowej z Bielska Białej ok. 200 osób. Poręczenie, złożyli już albo niebawem złożą, także żołnierze z Międzyrzecza, ok. 300 osób" - powiedział obrońca Jacka J., Tomasz Krzyżanowski.

Mecenasi wskazują także na możliwość dozoru przełożonego połączoną z zakazem opuszczania kraju.

Izba Wojskowa rozpatrzy zażalenia na zamkniętych posiedzeniach, które wyznaczono kolejno na godzinę 9.30, 10.10, 10.50, 11.30, 12.10 i 12.50. Decyzja sądu ma być ogłoszona ok. godz. 15.

Podejrzani to kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B. oraz starsi szeregowi Damian L. Jacek J. i Robert B. Izba Wojskowa rozpozna zażalenia złożone przez obrońców pierwszych sześciu z wymienionych żołnierzy. Na razie nie wiadomo jeszcze w jakim terminie będzie rozpatrywane zażalenie w sprawie aresztu siódmego żołnierza.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie 12 lutego zdecydował o przedłużeniu aresztu wobec wszystkich żołnierzy. Jak wyjaśniał wówczas sędzia Mirosław Jaroszewski, istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu, obawa matactwa, grożąca surowa kara oraz możliwość ucieczki jednego z podejrzanych. Sąd uznał wtedy także, że jest konieczność wykonania dalszych czynności procesowych m.in. konfrontacji.

Zdaniem mec. Krzyżanowskiego, nie ma przesłanek dla kontynuowania aresztu wobec jego klienta Jacka J. "Postępowanie się toczy. (...) Gdy zakończą się konfrontacje z udziałem podejrzanych, a potem także świadków pozostanie opinia biegłych i kwestia weryfikacji zeznań i wyjaśnień. żołnierze nie mają możliwości wpływania na postępowanie" - ocenił Krzyżanowski.

Do ostrzału wioski doszło latem ubiegłego roku. W wyniku feralnej akcji z 16 sierpnia zginęło kilkoro afgańskich cywili, wśród nich kobiety i dzieci.

Sześciu żołnierzom prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - grozi mu do 25 lat więzienia.

Źródło : PAP

u99,

Widzę że lubisz mieć ostatnie słowo W dradze wyjątku dla Twojego dobrego samopoczucia
uznaję że je masz

Żołnierze z Nangar Khel zostają w areszcie
gaw, nat 11-03-2008, ostatnia aktualizacja 11-03-2008 18:33

Tę decyzję zaskarżyli obrońcy, wnosząc o umożliwienie ich klientom odpowiadania z wolnej stopy. Jak podkreślali, wobec wojskowych - zamiast aresztu - właściwsze byłoby zastosowanie tzw. nieizolacyjnych środków zapobiegawczych. Chodzi np. o poręczenie majątkowe lub tzw. poręczenie osób godnych zaufania - zgłosili się m.in. twórca GROM gen. Sławomir Petelicki, dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak oraz - jak podkreślił w rozmowie z PAP mec. Tomasz Krzyżanowski - ok. 200 wojskowych z bielskiej jednostki i ok. 300 żołnierzy z Międzyrzecza.

Mecenasi wskazywali także na możliwość dozoru przełożonego, połączonego z zakazem opuszczania kraju. Sąd nie podzielił ich argumentacji.

Po ogłoszeniu decyzji SN mecenasi zapowiedzieli, że będą teraz wnioskować o uchylenie aresztu do prokuratury, która może podjąć decyzję w tej sprawie na każdym etapie śledztwa. "To przegrana bitwa, ale nie wojna" - powiedział mec. Piotr Kruszyński.

W podobnym tonie wypowiedziała się żona jednego z podejrzanych - Damiana L. "Nie załamiemy się, będziemy walczyć dalej, jest o kogo" - powiedziała dziennikarzom. "Ci, którzy nie zostali osadzeni w aresztach, niech zastanowią się co mówią i wezmą pod uwagę to, że są wysokie kary i osobiste rzeczy nie powinny wpływać na sprawę. To jest nie do pomyślenia, że kolega z wojska może zrobić taką krzywdę innemu i jego rodzinie" - dodała, nawiązując do zeznań świadków, które obciążają podejrzanych.

Ojciec jednego z żołnierzy, Władysław B. zapowiedział, że nie wyklucza skierowania sprawy do Trybunału w Strasburgu. "Konsultujemy tę kwestię; będziemy też zwracać się do eurodeputowanych" - dodał. Jak podkreślił, podejrzani po powrocie do kraju nie przeszli wszystkich koniecznych badań lekarskich. "Ta sprawa wciąż nie została nadrobiona. Chodzi m.in. o badania specjalistyczne, np. na ewentualne choroby czy pasożyty, związane z rejonem misji" - powiedział.

Po ogłoszeniu decyzji Władysław B. (ojciec Łukasza B.) ocenił, że sąd nie uwzględnił faktu, iż żołnierze wykonywali rozkaz i działali w najtrudniejszych warunkach. "Powinno się na to spojrzeć i zmienić kwalifikację ich czynu" - podkreślił.

W ocenie matki innego podejrzanego - Andrzeja O. - misja w Afganistanie była źle przygotowana, a odpowiedzialnością za to niektórzy chcą obarczyć żołnierzy. "Nie wszyscy mają najwyraźniej świadomość, że to co dzieje się w Afganistanie to nie zwykła misja, to partyzancka wojna" - mówiła. "A to, jak traktuje się dzielnych komandosów, to skandal i hańba. Nie mam słów" - powiedziała dziennikarzom.

Do ostrzału wioski doszło latem ubiegłego roku. W wyniku akcji 16 sierpnia zginęło sześcioro afgańskich cywili, dwie kolejne zmarły w wyniku odniesionych ran. Wśród ofiar były kobiety i dzieci. Sześciu żołnierzom prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara od 12 lat więzienia do dożywocia. Siódmemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny - grozi mu do 25 lat więzienia.
Źródło : PAP


Jeśli chodzi o program „Rosomak”, to będzie on realizowany do samego końca. Powiem więcej, ten program będzie realizowany w zwiększonej ilości, ze względu na to, że misja w Afganistanie dyktuje nam nowe warunki. Oprócz produkcji, o której przed chwilą mówił pan minister, to znaczy produkcji wieży z armatą o kalibrze 30 mm, planowana jest jeszcze produkcja wieży bezzałogowej. W tej chwili trwają jeszcze uzgodnienia. Nie jestem państwu w stanie powiedzieć, kiedy rozpocznie się i zakończy przetarg na produkcję tej wieży. Znaczna część następnych transporterów, które miały być produkowane jako tzw. transportery bazowe, nie będzie produkowana w wersji bazowej, lecz od razu jako transportery specjalne. Jedną z wersji transportera specjalnego będzie wyposażona w wieżę bezzałogową, wyposażoną w środki przeciwpancerne typu „Spike”. W każdym batalionie będzie 16 wozów specjalnych. Pan minister mówił przed chwilą także o wozach rozpoznawczych. Wozy rozpoznawcze znajdujące się w jednostkach bojowych nie powinny się niczym różnić od wszystkich pozostałych wozów bojowych, gdyż automatycznie demaskowałoby to zamiary dotyczące ich funkcjonowania. Podobnie jest, jeśli chodzi o maskowanie wozów dowodzenia. Te wozy muszą być maskowane w razie potrzeby także atrapami, żeby nie odróżniały się od pozostałych. Jest to konieczne dlatego, że wozy dowodzenia, w których są dowódcy, niszczone są w pierwszej kolejności.

Na dzień dzisiejszy ten program został już obliczony. Jednak nie został on jeszcze ostatecznie zatwierdzony przez ministra obrony narodowej. Z tego powodu powstrzymujemy się jeszcze z podawaniem ostatecznej liczby transporterów. Transportery dostarczone w ramach programu ulokowane zostaną w 17 Brygadzie w Międzyrzeczu oraz w 12 Brygadzie w Szczecinie. Na początku zapowiadano, że w batalionie będzie 75 różnego typu pojazdów „Rosomak”. Jednak ze względu na nasze doświadczenia z Afganistanu liczba pojazdów w batalionie zostanie zwiększona do 88. Oznacza to, że ten program zostanie zwiększony, i przemodelowany, o produkcję wozów rozpoznawczych.

Jest jeszcze jeden element, o którym chciałbym powiedzieć. Mamy nadzieję, że ten element zostanie dopracowany jeszcze w tym roku. Mówię w tej chwili o wozach dowodzenia, które wymagają nasycenia dużą liczbą środków łączności. Istnieje koniczność przerobienia wnętrza takich wozów, żeby dostosować je do pozyskanych środków łączności. Jeszcze w tym roku wykonane zostaną wozy dowódcze. Takie wozy będą wykorzystywane na szczeblu dowódcy plutonu, dowódcy kompanii i dowódcy batalionu. Jako pierwszy zostanie w nie wyposażony batalion z 17 Brygady. Ta Brygada jest odpowiedzialna za przygotowanie grupy bojowej Unii Europejskiej, która ma osiągnąć zdolność bojową od 1 stycznia 2010 r.
źródło: http://orka.sejm.gov.pl/S...n6?OpenForm&OBN
Więc batalion rozrasta się do 88 pojazdów i będzie coś wiecej niż Spajkobusy. Plan posiadania wszystkich Rosomaków w kompaniach piechoty w wersji BWP nadal jest utrzymany. Liczba 16 pojazdów ze Spikamy sugeruje, że w każdej kompani powinno być po plutonie tych pojazdów. Generalnie słuszny kierunek. Teraz czekam na sensowną obronę plot. dla tych brygad i nie tylko.

cd. historya Landsberga wand_allskim okiem...

Zainaugurował go sam król pruski, który wraz z małżonką, 28 października 1806 r., przemknął przez miasto. Para królewska odmówiła mieszkańcom Landsberga przyjęcia zaproszenia na śniadanie. Straszny afront, bo spokojnie zdążyliby zjeść. Co najwyżej zostawiliby po sobie nie pozmywane. Jednak król akurat narobił w portki, a królowa miała migrenę i żołądek pod gardłem. Właśnie spieprzali z Berlina do Prus Wschodnich. Goniła ich uzbrojona grupa łobuzów znad Sekwany prowadzona przez jakiegoś kurdupla, który wciąż trzymał rękę pod połą surduta. Trochę poniosły ich nerwy, bo wkurzone żabojady przybiegły za nimi dopiero 1 listopada. A potem dobiegało więcej i więcej żabojadów. Aż zajęły miasto i opanowały okoliczne łąki. 26 listopada Landsberg nawiedził Napoleon Bonaparte. Wkroczył na most na Warcie i udał się w kierunku Meseritz (obecnie Międzyrzecz). Niestety, żadne odciski jego stóp nie zachowały się do naszych czasów. Mógł chociaż wydrapać na moście: „tu byłem N.B.”. Jedynym śladem pobytu Małego Cesarza w Landsbergu jest to, że niemal każda cukiernia ma w asortymencie napoleonki.

Sześć lat później w 1812 Francuzi zdecydowali się pojechać na wycieczkę na wschód, by na własne oczy zobaczyć jak wyglądają podmoskiewskie wieczory, o których tyle słyszeli. Wrócili do nas jeszcze w tym samym roku, mocno poturbowani. Zaraz za nimi, na początku 1813 r. pojawili się w Landsbergu Rosjanie. Zostali życzliwie przyjęci przez mieszkańców. Chyba w myśl zasady, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Można przypuszczać, że wcześniejszy pobyt amatorów żabich udek był dla mieszkańców miasta dość męczący. Plaga francuska była z rodzaju egipskich – kosztowna i upierdliwa. Po nich pobyt Rosjan wydawał się niemal sielanką.

Potem znowu było trochę spokoju. Żeby nie zapomnieć jak to jest, gdy coś się pali i demoluje, mieszkańcy sami narobili w 1847 w mieście trochę zamieszania. Nieco poturbowali handlarzy żywnością i producentów spirytusu. Nabzdryngolony tłum szturmował wozy z ziemniakami i spichlerze, a władze miasta wezwały wojsko, które szybko pokazało demonstrantom gdzie ich miejsce. Na szczęście na początku wieku zbudowano Krajowy Dom Ubogich przeznaczony dla włóczęgów, ubogich i obłąkanych. Znajdowało się w nim także więzienie. Cały margines i wichrzycieli zebrano pod jednym dachem i dlatego łatwo było ich upilnować. Ponieważ w 1847 oddano do użytku nowoczesny szpital miejski ofiary zajść także otrzymały niezbędną pomoc medyczną.

Niebawem zaczął się duży boom budowlany. Budowano fabryki i fabryczki, domy i domki. Fryderyk drugi chciał mieć bomby i granaty. Dużo bomb i granatów. I jeszcze karabiny i armaty. Dużo karabinów i dużo armat. Zatem w mieście rozwinął się przemysł metalowy, maszynowy i zbrojeniowy. Istotny był też mający długą tradycję przemysł tekstylno-włókienniczy. Oraz inne pomniejsze branże. Produktem ubocznym przemysłu było dużo żużla, który wykorzystano do budowy sieci dróg na terenie powiatu. Potrzebne były ręce do pracy. Dużo rąk. Miasto szybko rosło przez import ludności i aktywne działania rdzennych mieszkańców. Zarówno turystyka zarobkowa jak i gimnastyka prokreacyjna cieszyły się dużą popularnością, co znajduje odbicie w danych demograficznych. W 1801 Landsberg miał 6155 mieszkańców, a w 1861 już 16815. Potrzeba było zatem jeszcze więcej fabryk i fabryczek, jeszcze więcej domów i domków. Rewolucja przemysłowa tak działała. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego. W 1900 roku Landsbergu mieszkało 33598 osób – ponad pięć razy więcej niż na początku wieku. Maszyna parowa to fajna rzecz.



XIX-wieczny herb Landsberga w pełnej krasie.

cdn.

1

13 LISTOPADA 2008

Czwartek

Wspomnienie świętych Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna, pierwszych męczenników Polski

Czytanie

(Flm 7-20)
Bracie, doznałem wielkiej radości i pociechy z powodu twojej miłości, że mianowicie serca świętych otrzymały od ciebie pokrzepienie. A przeto, choć z całą swobodą mogę w Chrystusie nakładać na ciebie obowiązek, to jednak raczej proszę w imię miłości, skoro już jestem taki. Jako stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa - proszę cię za moim dzieckiem - za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Niegdyś dla ciebie nieużyteczny, teraz właśnie i dla ciebie, i dla mnie stał się on bardzo użyteczny. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu! Zamierzałem go trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach noszonych dla Ewangelii. Jednakże postanowiłem nie uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z musu, ale z dobrej woli. Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. Takim jest on zwłaszcza dla mnie, ileż więcej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie! Jeśli zaś wyrządził ci jaką szkodę lub winien cokolwiek, policz to na mój rachunek! Ja, Paweł, piszę to moją ręką, ja uiszczę odszkodowanie - by już nie mówić o tym, że ty w większym stopniu winien mi jesteś samego siebie. Tak, bracie, niech ja przez ciebie doznam radości w Panu: pokrzep moje serce w Chrystusie!

(Łk 21, 36)
Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym.

Ewangelia

(Łk 17,20-25)
Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest. Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.

W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku bracia pustelnicy z klasztoru w Międzyrzeczu padli ofiarą napadu i ponieśli śmierć męczeńską. Jeden z nich, umierając, błogosławił chwilę swej śmierci i oprawcę, który ją zadawał. ‼Jedynie dzięki miłosierdziu Zbawiciela znaleźliśmy tak dobrą noc” – mówił. A jak my przyjmujemy wydarzenia naszego życia? Czy jesteśmy wdzięczni, za to, że z miłosierdzia Bożego wszystko – radość, ale też ból i cierpienie – jest dla naszego dobra?

CZARTAK – dr J. Putek uważa, że jest to nazwa granicznej strażnicy księstwa zatorskiego (wzgl. oświęcimskiego) na lewym brzegu Skawy na granicy Mucharza i Świnnej Poręby. Bliższe badania pochodzenia i znaczenia wyrazy „czartak” w pełni potwierdzają jego przypuszczenia. Według „Słownika języka polskiego” Karłowicza i innych, z 1919 r. wyraz ten oznacz: „chata z ziemi, lepianka, strażnica, wieża dla służby kwarantannej”. Słonik poza tym przytacza cytat z dzieła W. Pola: „ z samych grzbietów gór ciągnie się linia czwartaków, które niegdyś wyciągnięto jako kordon od morowej zarazy”. „Słownik języka polskiego” PWN z 1978 r. już wyrazu tego nie notuje.
Badania językoznawcze wykazały, że wyraz ten jest pochodzenia tureckiego. U Turków „czardak” oznaczał przygraniczną twierdzę z posterunkami obserwacyjnymi. Wyraz ten uzyskał też prawa obywatelskie w wojskowej terminologii armii austriackiej. Austriacy czartakami nazywali niewielkie strażnice, budowane dla pilnowania granic na całym pograniczy austriacko-tureckim. Strażnice takie składały się z jednej izby i zadaszonego ganku dla wartownika.
W XVIII i XIX wieku nie tylko w Polsce, ale również na Morawach mianem „czartak” określano specjalne strażnice służby kwarantannej. W 1831 r. gdy Morawom zagrażało niebezpieczeństwo zawleczenia azjatyckiej cholery z Węgier, na granicy między Węgrami i Morawami polscy żołnierze, służący w austriackim pułku Nuszan, zbudowali wzdłuż granicy kordon sanitarny, składający się z 113 czartaków, rozmieszczonych co 500 sążni i połączonych ze sobą zasiekami z drutu. Kordon ten poprowadzony był przez pasmo Wsetyński Wierchy, leżące na płd. od Śląsko-Morawskich Beskidów i przechodził m. in. przez szczyt nazywający się Čartak 955 m, przez który od wieków szedł ważny szlak handlowy z Czech i Moraw na Węgry, prowadzący z morawskiego Roźnova, do dawnej węgierskiej, obecnie słowackiego, Makowa. Przez Čartak ten obecnie przechodzi granica między Czechami a Słowacją. W pobliżu, pod szczytem Solan, jest nieduża miejscowość Čartak. Na Morawach, na płd. od Nowego Iczyna, jest pole i las nazywające się Čartak, w pobliżu którego znajduje się wzgórze Straźnice 516 m, a niedaleko przechodzi szosa Opawa – Nowy Czyn – Walaskie Międzyrzecze i dwie inne ważne szosy, m. in. E7 Warszawa – Rzym, które dawniej były traktami handlowymi. Oczywiście te Čartaki nie nazywają się tak od 1831 r., lecz od wieków w tych miejscach musiały stać graniczne strażnice, pilnujące zarówno bezpieczeństwa granic, jak i handlu na trakcie kupieckim.
W okolicach Beskidu Małego istnieją jeszcze inne miejsca nazywające się „Czartak” iż reguły leżą one pobliżu jakiejś granicy politycznej. I tak w pobliżu Radoczy, niedaleko Skawy, jest miejsce zwane „czartak”. Według tradycji tu miał stać też jakiś budynek strażniczy. W Tłuczani jet kopiec wysokości 12 m, nazywany przez ludność „czartakiem”. Tu też kiedyś przechodziła granica księstwa oświęcimskiego, później zatorskiego z Polską. Następnie nazwę „czartak” w odniesieniu do pola w Roczynach, przez które znowu szła granica między księstwem oświęcimskim a Zatorskim. I wreszcie na terenie wsi Juszczyn pod Narożem, w paśmie Polic, jest pole nazywające się „Czartak”. Tu niedaleko szła odwieczna granica polsko-węgierska i widocznie starostowie lanckorońscy, bardzo pilnie strzegący granicy, celem nie dopuszczania do masowych ucieczek chłopów na Węgry, jakie miały miejsce z XVI – XVII wieku, zbudowali tu strażnicę.
Dodać należy, że wyraz „czardak” w języku tureckim ma jeszcze i inne znaczenie – nieco pokrewne. Oznacza tez pawilon urządzony na płaskim dachu lub też krużganki pod dachem w tureckich domach. Turecki „czardak” trafił też do języka rosyjskiego, w których słowo „czerdak” oznacza po prostu punkt obserwacyjny, podobnie jak nadgraniczny czartak.

Międzyrzecz: Katastrofa na dworcu

Dyrektor PKP z Poznania stanie przed sądem, bo dworzec, na którym pasażerowie kupowali bilety, mógł się zawalić. To pierwszy taki proces w kraju. Czy będą kolejne?

Prokuratura twierdzi, że zawalić mógł się ponad 120-letni dworzec kolejowy w Międzyrzeczu (Lubuskie), w którym dwa lata temu wybuchł pożar. Kolej nie miała pieniędzy na remont, którego koszty wyliczyła na 6 mln zł. Nie mogła też rozebrać dworca, bo jest na liście zabytków. Ostatecznie zamknięto największą część dworca. Ale w pozostałej nadal sprzedawano bilety.

Po doniesieniu od jednego z mieszkańców Międzyrzecza prokuratura rozpoczęła śledztwo. I doszła do wniosku, że kolej naraża zdrowie i życie pasażerów. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia. Na ławie oskarżonych zasiądą dyrektor Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Poznaniu Roman Biniszkiewicz (prosi, by podać jego nazwisko, bo czuje się niewinny) i jego zastępczyni od spraw technicznych. - To ewenement na skalę krajową. Mam pod sobą 500 dworców, z czego 160 czynnych. Nie zarabiam na nich ani złotówki. To, co dostajemy z najmu, idzie na remonty. Ale nie stać nas, żeby w 20-tysięcznym mieście, gdzie na dobę jadą cztery szynobusy, a pasażerów jest kilkunastu, wydawać 6 mln zł na remont dworca. Tym bardziej że nikt z niego nie korzysta. Gdybym podjął decyzję o takim remoncie, prokurator mógłby wsadzić mnie do więzienia za niegospodarność - komentuje Biniszkiewicz.

Dyrektor przyznaje, że na dworcu działała kasa, ale... nielegalnie. - Przewozy Regionalne otworzyły ją bez naszej zgody. Gdy się o tym dowiedzieliśmy, kazaliśmy ją zamknąć - podkreśla. - I tak się stało.

Grzegorz Dwojak, dyrektor Przewozów Regionalnych w Zielonej Górze sprawy nie chce komentować: - Moim zdaniem działaliśmy legalnie - ucina. Dla prokuratury ta kwestia nie ma zresztą większego znaczenia.

- W Polsce każdy tłumaczy się brakiem pieniędzy, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności karnej. Oskarżeni wiedzieli, w jakim stanie jest budynek, znali opinię nadzoru budowlanego, a mimo to nic nie zrobili - twierdzi Robert Trela, zastępca prokuratora rejonowego w Międzyrzeczu.

Takich procesów może być więcej. PKP S.A. zarządza ponad 1,1 tys. czynnych dworców kolejowych i ponad 700 dworcami wyłączonymi z eksploatacji, przy których zatrzymują się pociągi pasażerskie. Większość z nich jest w złym stanie. Szansą dla kolei jest bezpłatne przekazywanie dworców samorządom. Prawo pozwala na to od tego roku. - W przypadku dworców, które znajdują się przy czynnych liniach kolejowych, samorząd musi zobowiązać się do zachowania kasy biletowej, poczekalni czy wywieszenia rozkładu jazdy. Z pozostałą częścią może zrobić, co chce. Pomysłów jest wiele: na dworcach powstają przychodnie, biblioteki, domy kultury, posterunki straży miejskiej, galerie i restauracje - zaznacza Barbara Leszczyńska z PKP.

Jednak samorządowcy nie palą się do przejmowania ruin. Dotychczas kolej przekazała im jedynie 37 dworców, a wydzierżawiła w całości lub części - 42.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Cytat: Dyrektor PKP z Poznania stanie przed sądem, bo dworzec, na którym pasażerowie kupowali bilety, mógł się zawalić. To pierwszy taki proces w kraju. Czy będą kolejne?
Prokuratura twierdzi, że zawalić mógł się ponad 120-letni dworzec kolejowy w Międzyrzeczu (Lubuskie), w którym dwa lata temu wybuchł pożar. Kolej nie miała pieniędzy na remont, którego koszty wyliczyła na 6 mln zł. Nie mogła też rozebrać dworca, bo jest na liście zabytków. Ostatecznie zamknięto największą część dworca. Ale w pozostałej nadal sprzedawano bilety.

Po doniesieniu od jednego z mieszkańców Międzyrzecza prokuratura rozpoczęła śledztwo. I doszła do wniosku, że kolej naraża zdrowie i życie pasażerów. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia. Na ławie oskarżonych zasiądą dyrektor Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Poznaniu Roman Biniszkiewicz (prosi, by podać jego nazwisko, bo czuje się niewinny) i jego zastępczyni od spraw technicznych. - To ewenement na skalę krajową. Mam pod sobą 500 dworców, z czego 160 czynnych. Nie zarabiam na nich ani złotówki. To, co dostajemy z najmu, idzie na remonty. Ale nie stać nas, żeby w 20-tysięcznym mieście, gdzie na dobę jadą cztery szynobusy, a pasażerów jest kilkunastu, wydawać 6 mln zł na remont dworca. Tym bardziej że nikt z niego nie korzysta. Gdybym podjął decyzję o takim remoncie, prokurator mógłby wsadzić mnie do więzienia za niegospodarność - komentuje Biniszkiewicz.

Dyrektor przyznaje, że na dworcu działała kasa, ale... nielegalnie. - Przewozy Regionalne otworzyły ją bez naszej zgody. Gdy się o tym dowiedzieliśmy, kazaliśmy ją zamknąć - podkreśla. - I tak się stało.

Grzegorz Dwojak, dyrektor Przewozów Regionalnych w Zielonej Górze sprawy nie chce komentować: - Moim zdaniem działaliśmy legalnie - ucina. Dla prokuratury ta kwestia nie ma zresztą większego znaczenia.

- W Polsce każdy tłumaczy się brakiem pieniędzy, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności karnej. Oskarżeni wiedzieli, w jakim stanie jest budynek, znali opinię nadzoru budowlanego, a mimo to nic nie zrobili - twierdzi Robert Trela, zastępca prokuratora rejonowego w Międzyrzeczu.

Takich procesów może być więcej. PKP S.A. zarządza ponad 1,1 tys. czynnych dworców kolejowych i ponad 700 dworcami wyłączonymi z eksploatacji, przy których zatrzymują się pociągi pasażerskie. Większość z nich jest w złym stanie. Szansą dla kolei jest bezpłatne przekazywanie dworców samorządom. Prawo pozwala na to od tego roku. - W przypadku dworców, które znajdują się przy czynnych liniach kolejowych, samorząd musi zobowiązać się do zachowania kasy biletowej, poczekalni czy wywieszenia rozkładu jazdy. Z pozostałą częścią może zrobić, co chce. Pomysłów jest wiele: na dworcach powstają przychodnie, biblioteki, domy kultury, posterunki straży miejskiej, galerie i restauracje - zaznacza Barbara Leszczyńska z PKP.

Jednak samorządowcy nie palą się do przejmowania ruin. Dotychczas kolej przekazała im jedynie 37 dworców, a wydzierżawiła w całości lub części - 42.

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

http://miasta.gazeta.pl/p...ampaign=1077859

pozdrowienia Steamstan